środa, 11 lipca 2012

Kruk - pierwszy American Stout w Polsce!

10 lipca 2012, 18:40 - Strefa Piwa na krakowskim Kazimierzu...

20 minut do premiery Kruka - pierwszego ciemnego American Stouta w Polsce. Zająłem już moje idealne miejsce i popijając Svijańskiego Rytira czekam na to, co zaraz się wydarzy. Wkoło prawie nikogo. Na sali jedynie siedzi kopyr - to właśnie według jego receptury owy Kruk powstał. Podekscytowanie zaczyna być coraz większe - to pierwszy tego typu event, na którym mam przyjemność gościć. Specjalnie na tą okazję wdziałem moją "firmową" koszulkę Jasnego Pełnego i czekam, kompletnie nie wiedząc czego się spodziewać...
Zaczynają się zbierać pierwsi ludzie. Na rzutniku lecą pierwsze zdjęcia z procesu produkcji Kruka.

Czekając na 19:00 mam chwilę, żeby napisać kilka słów o miejscu, w którym jestem. Nie przypadkiem premiera pierwszego gatunkowo piwa w Polsce odbywa się właśnie tutaj. Strefa Piwa to miejsce magiczne dla każdego, dla kogo dźwięk otwieranego lub nalewanego piwa nie jest obojętny. Na prawie każdej ścianie wiszą piwne akcesoria - etykiety, podkładki pod kufle, ale największe moje uznanie zdobyła mała ścianka przy samym wejściu, zbudowana z butelkowych kapsli. Jeśli chodzi o asortyment piwny - to wśród najlepszych piw czeskich, belgijskich i polskich każdy znajdzie coś dla siebie. A jeżeli po przyjściu tutaj ktoś będzie się czuł przytłoczony ogromem tych wszystkich browarów (tak jak ja za pierwszym razem), to nic nie szkodzi - chłopaki (a ostatnimi czasy pojawiła się tam również jedna pani) to absolutna czołówka jeśli chodzi o krakowskie knajpy. Nie tylko potrafią doradzić piwo na każde podniebienie, ale również są totalnie pro, jeśli chodzi o piwną wiedzę i sposób podania naszego wymarzonego trunku. Nadal Was to nie przekonuje? Dorzucę jeszcze imprezy tematyczne, takie jak "czeskie wtorki" i "O podróżach przy piwie", scrabble, karty i darmowe próbki dla tych całkowicie niezdecydowanych i wiecie co wyjdzie z takiego połączenia? Absolutny MUST-VISIT-AND-DRINK-BEER na piwnej mapie Krakowa!
A tymczasem wielkimi krokami zbliża się godzina 0, czyli w tym przypadku 19:00. I nawet w końcu przyszedł Bartek! i w ogóle w Strefie zrobiło się nieco gwarniej...

Fakty:

  • Gatunek: American Stout
  • Producent: browar Widawa, według receptury Tomasza Kopyra
  • Browarowy komputer wskazał wynik 60 IBU
  • Cena w knajpie: 10zł

  • O 19:15 stanął przede mną pierwszy kufel naszego dzisiejszego bohatera. Całkowicie kruczoczarny browarek jest pokryty ciemnoszarą, niską i szybkozanikającą pianą. W zapachu niespodzianka (przynajmniej dla kogoś, kto na co dzień nie pija za dużo stoutów), bo piwo pachnie dość podobnie do Black IPY. Znajdziemy tu trochę słodkich owoców cytrusowych i trochę kawy. Bartek wyczuł tu coś z kory, a obydwoje znaleźliśmy aromaty sosnowe. Już pierwszy łyk mocno zweryfikował to co czułem w zapachu. Nie wyczuliśmy tutaj ani kawy, ani owoców. Zdecydowanie dominuje przyjemna i bardzo intensywna goryczka, wynikająca głównie z naturalnego chmielu. Gorzki smak zostaje z nami aż do ostatniego łyku i myślę że i na długo potem. Zaskoczył mnie odrobinę brak wyjątkowo mocnej chmielowości, której się spodziewałem po tym jak zacząłem doczytywać, czym charakteryzuje się American Stout. Kopyr stwierdził, że faktycznie tego aromatu jest mniej, ale "na premierze chmiel kopał w ryj".
    Jeśli chodzi o ocenę, to jeszcze nie znam się na tyle, żeby w pełni móc docenić fakt, że jest to pierwszy American Stout w Polsce. Doceniam natomiast to, że jest to miła ucieczka od wielu ciemnych piw, które są albo tylko słodkie, albo tylko kawowe. Doceniam również to, że pierwotny zapach tak bardzo zrobił mnie w konia. Spodziewałem się czegoś kawowo-owocowo-kwiatowo-słodkiego, a w rzeczywistości dostałem mocne, siermiężne, czarne piwo. Dla mnie jest to mocna kufelkowa 8!




    Bardzo bym sobie życzył, żeby podobne inicjatywy były w Polsce robione jak najczęściej, bo własnie dzięki takim akcjom nasz piwny rynek staje się coraz bardziej urozmaicony. A co do samego kopyra-twórcy? Człowiek z niesamowitą pasją i charyzmą - jestem przekonany, że będę na jego kolejnych piwnych premierach w Krakowie, bo wierzę, że na Kruku jego wizja się nie skończy.
    Jemu, Strefie Piwa i wszystkim nowościom szczerze życzę powodzenia i gorąco trzymam kciuki! Wszystkich tych, którzy są spragnieni wiedzy jak Kruk powstał - odsyłam do kopyrowego posta... A wszystkich chętnych na spróbowanie tegoż piwka zapraszam do Strefy Piwa, ino trzeba się spieszyć, bo nie wiadomo jeszcze czy produkcja tego browarku będzie kontynuowana, czy na jego miejsce nie wpadnie coś innego.

    Bartku - dzięki bardzo za dotrzymanie towarzystwa!

    sobota, 7 lipca 2012

    Nowości!!

    Witajcie drodzy Czytelnicy!

    Mam dla Was dwie nowiutkie informacje:

    1) Już od dzisiaj JasnePełne jest dostępne na fejsbuku! Poza informacjami o nowych wpisach, będą się tam również pojawiać ciekawostki, nowości i informacje ze świata piwnego! Gorąco zapraszam do polubienia strony pod adresem https://www.facebook.com/blogjasnepelne

    2) Już jutro JasnePełne zaczyna Pilsner Urquell Challenge! Więcej szczegółów dowiecie się wkrótce, ale całość zapowiada się na naprawdę ciekawy projekt.


    Stay tuned!!

    poniedziałek, 2 lipca 2012

    Bernard černý ležák - i o ciemnych lagerach słów kilka!

    Bernard černý ležák to po jego Jantarovým "bracie" drugie piwo z czeskiego browaru, które mam przyjemność kosztować. Jest to równocześnie jeden z pierwszych i nielicznych ciemnych lagerów na Jasnym Pełnym, więc może warto by było na chwilę zastanowić się, czym ów gatunek się charakteryzuje?
    Może się to nie wydawać takie oczywiste, ale jasne lagery, z racji trudności związanych z ich produkcją, nie były bardzo popularne aż do drugiej połowy 19 wieku! Większość lagerów produkowanych do lat czterdziestych tegoż wieku miała kolor ciemny. W zależności od regionu, w który produkuje się ten gatunek piwa, może on przybierać różne nazwy. Czesi rozróżnią go na tmavý lager (tmavý = ciemny), a jeżeli piwko będzie miało naprawdę czarny kolor, nazwą go po prostu lagerem černým (tak jak nasz dzisiejszy bohater). Niemcy takie piwerko nazwą dunkelem, dopplebockiem, lub schwarzbierami. Austriacy na ciemnego lagera powiedzą, że jest to lager typu wiedeństkiego. Dark lagery różnią się w kolorze od bursztynu do ciemnego brązu. Woltażowo - od 4.5% do 6%.


    Fakty:

    • 5.1% alkoholu, 13% ekstraktu
    • Rodzaj: europejski ciemny lager (Euro Dark Lager)
    • Producent: czeski browar Bernard
    • Piwo niepasteryzowane, niefiltrowane

    Z zewnątrz:

    Bardzo wiele cech wyglądu zewnętrznego jest identycznych z opisywanym już przeze mnie Jantarovým ležákiem. Identyczny jest kapsel, krawatka, tłoczenia na butelce i w końcu fakt, że butelka jest krachlą. Na głównej etykiecie znajdziemy jedno z wielu wcieleń Stanislava Bernarda - założyciela browaru - tym razem w wersji diabolicznej. Na tylnej, czarnej jak smoła, etykiecie złotymi literami wyryto między innymi to, że černý ležák jest wyprodukowany z własnego słodu BERNARD. Właśnie temu piwerko ma zawdzięczać swój karmelowy i gorzki smak (a dziwne, bo myślałem że goryczka zależy tylko od chmielu?). Podobnie jak w opisanym poprzedniku, tutaj także skład znajdziemy zapisany dwukrotnie. Niestety w obu rubrykach pojawia się chmielowy ekstrakt...


    Od środka:

    Otwarciu czarnego Bernarda towarzyszy niewyraźny syk, który po przelaniu do kufelka zamienia się w gęstą, acz nietrwałą, brązowawo-szarą pianę. W zapachu dominuje delikatna czarna kawa i palony karmel (ale nie taki słodki, ino raczej intensywno-gorzki, bez dodatku cukru). Pora powiedzieć kilka słów o smaku tego ciemnobrązowego stouta. Pierwszy łyk okazał się bardzo gorzki, jednak to uczucie z każdym kolejnym łykiem się zmniejszało. Z czasem dało się wyczuć coś co przypisałbym do kwaśnych, suszonych jabłek, delikatnie przypalonych nad piecem. Ten aromat był wyczuwalny do samego końca, lekko przemieszując się z coraz słabszą, zanikającą goryczką i karmelowym posmakiem.

    Podsumowanie:

    Zasiadając do tego Bernarda po wyjątkowo obiecującymBernardowskim Jantarowym Leżaku, miałem wyjątkowo wysokie wymagania, które niestety nie do końca zostały spełnione. Spodziewałem się chyba czegoś bardziej gorzkiego i nieco mocniejszego w smaku. W dodatku, trochę zaczęły mnie irytować te kwaśne posmaki. Biorąc jednak pod uwagę, że jest to już któryś Bernard, który próbuję i wszystkie pozostałe były bardzo dobre, zrzucam to na karb rozregulowanego smaku po ostatnim rajdzie, albo chwilowej niedyspozycji kubków smakowych. Bernard to marka, której na pewno należy dać drugą szansę i jak tylko będę miał okazję, zasiądę do niego ponownie. Na dzisiaj - dając duży kredyt zaufania (szczególnie biorąc pod uwagę szereg zdobytych złotych medali (łącznie z pierwszym miejscem na World Beer Awards w 2011), wstrzymam się od oceny - wrócę tu z następną butelką i wtedy wydam swój werdykt.


    środa, 27 czerwca 2012

    BITWA! "Tyskie Klasyczne" vs. klasyczne "Tyskie"

    Dzisiaj przyszedł czas na pierwszą w historii Jasnego Pełnego potyczkę dwóch piw. W dużej części zawdzięczamy to przemiłej Pani z agencji zajmującej się marketingiem dla Kompanii Piwowarskiej, która pewnego majowego wieczoru napisała do nas z pytaniem o adres do przesłania przesyłki-prezentu. Z dziką radością się na to zgodziliśmy i już kilka dni później u moich drzwi stanął kurier z porządnie zapakowaną paczką. Po zdjęciu ochronnej folii, w całym domu zaczął unosić się zapach drzewa sosnowego, pochodzącego ze skrzyneczki, w którą zapakowane były 3 egzemplarze nowego piwa KP - Tyskiego Klasycznego! Wydało mi się naturalnym, że warto byłoby spróbować porównać to piwko ze sztandarowym produktem koncernu - Tyskim. Poniżej nasze rozważania. Ale zanim o tym, pozwólcie, że na chwilę pochylimy się nad oboma markami - ich historii, genezie i statystykach. Niektóre mogą wydać się Wam ciekawe!

    Oj dumnym z tego papieru, bardzo!!



    TYSKIE
    Jeśli chodzi o stare, dobre Tyskie to chyba nikogo nie zaskoczę, pisząc że jest to lider polskiej branży piwnej. Zarówno w ilości sprzedanych butelek w Polsce jak i za granicą deklasuje pozostałe browary. Wystarczy chyba powiedzieć, że co sekundę sprzedaje się 11 butelek tego piwa!. Jest wielokrotnie nagradzane na najprzeróżniejszych, światowych konkursach (m.in. Złotym Medalem oraz Grand Prix podczas Międzynarodowego Konkursu Branży Piwowarskiej w 2005 roku).

    Fakty:

  • 5.6% alkoholu, 11.7% ekstraktu
  • Warzone w Browarze Książęcym w Tychach
  • Pasteryzowane

    Z zewnątrz:

    Jeśli chodzi o butelkę bardziej popularnego z Tyskaczy, to już na wstępie nieco mnie odrzuciła. W zasadzie cała krawatka i większość kontretykiety poświęcone są promocji, dotyczącej dostawom zgrzewek piwa przy okazji meczy Euro 2012. To co jeszcze przyciąga uwagę to tajemnicze stwierdzenie "Zawiera słód jęczmienny". No to co jeszcze tam siedzi? Wolę nie myśleć... Z przodu, na białej etykiecie znajdziemy nieco bardziej rysunkową wersję tyskiej korony, a także dwa z medali, zdobytych przez to piwo (Monachium 2005 i Londyn 2002).



    Od środka:

    Marian
    Monia
    Pierwsze co rzuca się w oczy po przelaniu Tyskiego do kufelka to jego słabe nagazowanie. Gęsta, biała piana bardzo szybko opada i trzeba się nieźle namęczyć, aby ją znowu „podniecić”. Co ciekawe, jedyne unoszące się bąbelki gazu zlokalizowały się dokładnie na samym środku szklanki, tworząc na powierzchni piwa małą, białą plamkę. W zapachu nie znajdziemy tutaj w zasadzie nic odkrywczego. Ciężko nawet mówić o jakiejś jego głębi – dopiero przy którymś kolejnym niuchu poczułem coś co mógłbym nazwać aromatem trawy. Po odstawieniu szklanki na chwilę na bok, można zaobserwować idealnie jednolitą taflę złotego piwa. W kufelku nie dzieje się nic – biały kożuszek nawet przy zamieszaniu ledwo zmienia swoją pozycję. Najtrudniejszym zadaniem jest opisanie smaku Tyskiego, bo podobnie jak było z zapachem – nie ma tu nic na czym można by się oprzeć. Piwo jest może minimalnie gorzkie, ale poza tym to płaskość, pustość i jednolitość.
    W zapachu piwa ulatniają się wyraźne nuty goryczki. Tworząca się przy nalewaniu piana jest puszysta i napowietrzona. Po kilku minutach od nalania wciąż malutkie bąbelki trunku dążą do wydostania się na powierzchnię. Gdy piwo trochę odleży przez cieniutką już pianę przebijają się malutkie ciemne kropeczki uwidaczniając właściwy płyn. Prawdopodobnie przypadkowo na moim na moim piwie tworzy się piwny okrąg, wokół którego zalegają resztki piany. Kolor Tyskiego określiłabym, jako jasno-złoty, po przelaniu go do szklanki ma naprawdę miłą dla oka barwę, można by rzec – prawdziwego, jasnego piwa. Pierwszy orzeźwiający łyk niesie ze sobą wyraźny posmak goryczki, czyli tego, co w piwie lubię najbardziej. Przez chwilę tuż po wypiciu szczypie lekko w język, co jest zauważalne intensywniej podczas posiadania tego trunku w ustach.


    Podsumowanie:


    Marian
    Monia
    Nie ukrywam, że opisanie Tyskiego stanowiło i stanowi nadal, bo wcale nie uważam, żebym zrobił to dobrze, nie lada problem. Ciężko jest znaleźć unikatowy smak w czymś, co pije się dość często. Drugą opcją jest to, że Tyskie nie ma unikatowego smaku. Zostało wyprodukowane tak, żeby spasować jak najszerszej grupie odbiorców i żeby zarówno w zimie, jak i podczas letniego grilla, ludzie często po nie sięgali. Obserwując bardzo różnych ludzi, wychodzących z bardzo różnych sklepów, można odnieść wrażenie, że postawiony cel został zrealizowany. Polacy, bojący się piwnych eksperymentów chętnie zostaną przy czymś co jest sprawdzone i zawsze smakuje tak samo. Dla mnie to zdecydowanie za mało – chcę czegoś więcej, dlatego wystawiam bardzo słabe 3 kufelki. Ostatnia obserwacja – zauważyłem, że jeszcze w zimie Tyskie było nieco bardziej treściwe. Spośród innych półkowych koncerniaków wyróżniało się nieco intensywniejszą goryczką. Teraz strasznie spowszedniało. Nie wiem czy to zamierzony ruch, czy błąd w piwnej sztuce, czy po prostu mój smak uległ zmianie w ciągu pół roku…
    To mój pierwszy raz, kiedy piję Tyskie i zastanawiam się jego smakiem, zapachem i innymi walorami. Nie jest łatwym określić go i wsadzić w jakieś konkretne ramy, gdy przewija się ono przez całe moje dorosłe życie – to w końcu piwo koncernowe, łatwo dostępne, w przystępnej cenie, pojawiające się na imprezach masowych i praktycznie zawsze spotykane w pubach, barach, dyskotekach. Gdy browary regionalne, nie tylko te małe, niszowe, ale i produkujące piwo na szerszą skalę, nie były znane – Tyskie piłam często. Teraz, sporadycznie, na rzecz piw mniej znanych, regionalnych, również zagranicznych. Niemniej to wypite właśnie Tyskie jest poprawne smakowo. Warto przyjrzeć mu się na spokojnie, w domowym zaciszu, gdyż picie typu studenckiego może znacznie zaburzać odbiór tego piwa.





    TYSKIE KLASYCZNE
    Tyskie Klasyczne z założenia ma być piwem dla tych konsumentów, którzy szukają "autentycznych" smaków. Jego skład został zbudowany w oparciu o prawo czystości piwa - nie znajdziemy tu więc nic poza stuprocentowym słodem jęczmiennym, chmielem, drożdżami i wodą. Reklamy na billboardach, głośno krzyczące "Nic dodać" mają być tego potwierdzeniem. Klasyczne ma wracać do tradycji, kiedy piwa były łagodniejsze i bardziej delikatne. Dzięki jedynie podstawowym składnikom, browarek ma się charakteryzować większą pełnią smaku, słodowością z równoczesnymi akcentami chmielowymi. Tyskie Klasyczne na sklepowych półkach możemy oglądać od 23 kwietnia, ale tylko w 6 województwach (łódzkim, opolskim, małopolskim, podkarpackim, śląskim i świętokrzyskim) - na razie nic nie wiadomo o tym, czy stanie się ono dostępne w całej Polsce.


    Fakty:

  • 5% alkoholu, 11% ekstraktu
  • Warzone w Browarze Książęcym w Tychach
  • Pasteryzowane
  • Piwo produkowane zgodnie z bawarskim prawem czystości

    Z zewnątrz:

    Cała butelka Tyskiego Klasycznego została zaprojektowana tak, aby jak najbardziej oddawać ducha dawnego browarnictwa. Podobnie jak na szklanych opakowaniach z XIX wieku - nie znajdziemy tutaj kontretykiety. Pozostałe elementy butelki, wzorowane były na elementach budynku Książęcego Browaru w Tychach. Zarówno na krawatce, jak i na etykiecie głównej, największą część zajmuje korona - główny znak tyskiego koncernu. Na tej pierwszej znajduje się jeszcze rok założenia Browarów Tyskich - 1629. Na etykiecie głównej mamy potwierdzenie, że piwo jest warzone w 100% ze słodów jęczmiennych (ale w odmianach pilzneńskiej i karmelowej). Poza bardzo zgrabnymi i miłymi dla oka tłoczeniami na górnej i dolnej części butelki nie znajdziemy tu już nic nadzwyczajnego.



    Od środka:

    Marian
    Monia
    Opisując Tyskie Klasyczne nie sposób uciec od licznych porównań do jego „klasycznego” odpowiednika z Kompanii Piwowarskiej. Na pierwszy ogień idzie piana i nagazowanie. O ile to drugie niczym się nie różni od pierwowzoru – gazu nie zaobserwowałem, o tyle piana wygląda imponująco. Gęsta, biała czapa przez dłuższy czas zalegała na browarku, bardzo ładnie go przyozdabiając. Zapach jest nieco bogatszy – wyraźnie czuć aromaty słodowe. Gdzieś w tle majaczy delikatna goryczka. W smaku zdecydowanie dominuje słód – czuć go w każdym łyku piwa. Trochę trudniej przychodzi mi odnalezienie nut karmelowych (wszak skład mówi, że takowy słód się tam znajduje), ale za to przy kolejnych łykach zaczyna się mocno zarysowywać chmiel. Tyskie Klasyczne ma nieco ciemniejszą barwę od naszego pierwszego bohatera – ja bym ją określił jako ciemnozłotą. Najciekawsze jest to co się dzieje z piwem pod koniec butelki. Finisz staje się dużo bardziej chmielowy, chociaż słód nadal nie ustępuje za dużo pola. Pojawia się intensywniejsza goryczka. Prawdę mówiąc, dla mnie dużo przyjemniejsza jest ta druga połowa – Tyskie Klasyczne nabiera wtedy charakteru, którego ciężko szukać wśród innych koncerniaków dostępnych w szerokiej sprzedaży.
    Zapach Tyskiego Klasycznego różni się znacznie od jego tradycyjnej wersji. Wyróżnia się, jest „jakiś”, w przeciwieństwie do poprzednika. Piana o charakterze podobnym, z jedną różnicą – bąbelków brak zupełny, a na trunku cienka warstwa gładkiej białej tafli, która po pierwszym łyku zaczyna już zanikać. Po zamieszaniu szklanką piana pięknie przywołuje swój pierwotny charakter o cudownej, bąbelkowej strukturze. Kolor widocznie ciemniejszy od poprzednika, najbliżej mu do złotego. To samo tyczy się smaku, zupełnie się różni, całe szczęście na plus. Jest wyrazisty, mocny, lekko kwaśny, ale kwaśny przyjemnie, nie drażniąco.


    Podsumowanie:


    Marian
    Monia
    Bardzo się cieszę, że dane mi było spróbować Tyskiego Klasycznego. Tym bardziej, że jest to wyraźny znak, że tak duże browary jak Kompania Piwowarska, widzą i zaczynają rozumieć potrzebę zmian. Żałuję, że nie odważyli się na pójście w nieco bardziej niszowy gatunek piwa, tylko wyprodukowali kolejnego jasnego lagera, ale może na to jeszcze jest trochę za wcześnie. Jeżeli wierzyć składowi, podanemu na butelce, sięgając po Tyskie Klasyczne, sięgamy po piwo warzone z naturalnych składników. Nie ukrywam, że nieco nie rozumiem polityki KP, która chwaląc się, że uwarzyła piwo w 100% ze słodu jęczmiennego, równocześnie przyznaje, że Tyskie do którego jesteśmy przyzwyczajeni, naturalnym produktem nie jest. Dla mnie to trochę strzał w stopę. Ale reasumując – Tyskie Klasyczne jest dla mnie pewnym powiewem świeżości, zwiastującym że na mocno zatwardziałej piwnej scenie w Polsce coś zaczyna się dziać. Bardzo również cieszy fakt, że piwo staje się ogólnodostępne zarówno w sklepach w wersji butelkowej, jak i w knajpach w wersji lanej. Za odwagę, bardzo ładną butelkę i przede wszystkim metamorfozę, którą piwo przechodzi w trakcie spożywania jednej butelki – 6 kufelków i nadzieja, że na Tyskim Klasycznym zmiany się nie zakończą!
    Przy porównywaniu takich piw nie da uniknąć się szukania podobieństw i różnic. A może właśnie o to chodziło producentowi? Wzbudzić w konsumencie pragnienie analizy i opowiedzenia się za którymś konkretnym rodzajem Tyskiego, co może stymulować przyszłościowy wzrost produkcji konkretnej odmiany. Mnie Tyskie Klasyczne smakuje bardziej od tradycyjnego, jego walory nadają mu charakteru, określają go w szerokim świecie różnorodnych piw, ich smaków i zapachów. Podoba mi się ta wprowadzona niedawno innowacja marki Tyskie, zdecydowanie wprowadza ona nowe tchnienie w spojrzenie na Tyskie i jego niezmienny smak. Warto spróbować takiej odmiany, nawet jeśli nie dla „przerzucenia się” na nie, a dla poszerzenia swoich piwnych horyzontów oraz bycia świadkiem zmieniającej się przed naszymi oczami historii piwnej.






    A więc bitwa rozstrzygnięta! 12 : 7 dla Tyskiego Klasycznego!!


  • czwartek, 7 czerwca 2012

    Biało-czerwone z Van Pura

    Nie od dzisiaj wiadomo, że Polaków ogarnął szał Euro! Ciężko wyobrazić sobie przedmiot, którego nie dałoby się kupić w biało-czerwonych barwach. Moim faworytem jest bezalkoholowe "piwo" Hunde Bier o smaku wołowiny. Chociaż bezalkoholowe, to podobno świetnie się nadaje do wspólnego kibicowania ze swoim czworonożnym przyjacielem. Jednak nie martwcie się - pomysł spróbowania i opisania Hunde Biera zarzuciłem zaraz po tym, jak przeczytałem, że jest bezalkoholowe :) Dzisiejszy post będzie o innym bohaterze. Ale zanim o nim, to kilka słów o tym, co może interesować wszystkich kibiców-piwoszy w kraju. Jak to będzie z tą dostępnością naszego ulubionego złotego trunku na stadionach i poza nimi?

    Na początek zła wiadomość - UEFA jest nieugięta i nie wydała zgody na sprzedaż piwa (chyba, że bezalkoholowego) na stadionach. Wyjątek stanowią loże VIP-owskie, gdzie będzie można raczyć się zarówno browarkami, jak i mocniejszymi alkoholami. Jeżeli chodzi o strefy kibica, to tutaj decyzja należy do miast organizatorskich, ale nawet jeżeli wydadzą opinię pozytywną, to w myśl obowiązującej ustawy, nie wypijemy tam piwa o zawartości alkoholu więcej niż 3.5%. Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jedno ograniczenie - w strefach kibica wypijemy tylko piwo marki Carlsberg - oficjalnego sponsora turnieju. Kolejną złą wiadomością jest cena - szacuje się, że za 3.5% piwo w plastikowym kubku będzie trzeba zapłacić aż 10 złotych!

    Obowiązkowy zestaw kibica dla taty i córy

    Fakty:

    • browar: Van Pur S.A.
    • gatunek: lager
    • 5.0% alkoholu, b.d. dot. ekstraktu
    • cena: 2.39 zł.
    • piwo pasteryzowane, w stalowej puszce

    Z zewnątrz:

    Opakowanie piwa jest wyjątkowo proste do opisania. Biało-czerwona kolorystyka całej puszki (warto zaznaczyć, że stalowej!) przewija się ze złotymi wykończeniami. Nie znajdziemy tu żadnych marketingowych sloganów, ani ponadmiarowych informacji, poza "sprawdzona receptura, świeży aromat piwa". Całą resztę możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach.


    Od środka:

    Pierwsza obserwacja po otwarciu puszki - tak jakby piwko nie było dolane do samego końca, jakby trochę brakowało. Ale mogę nie mieć racji - w końcu piwa puszkowe pijam ostatnimi czasy bardzo rzadko, a jeszcze rzadziej przyglądam się ich faktycznej objętości. W szklance, po przelaniu pojawia się gęsta biała czapa - całkiem ładna, po chwili obniża się do białego kożucha, żeby finalnie całkowicie zniknąć z piwa, pozostawiając jednolity żółty płyn. Razem z pianą znikają też bąbelki CO2. Nawet po zrobieniu dolewki z puszki, ich ilość się jakoś drastycznie nie zwiększa. W zapachu przeżyłem całkiem miłe zaskoczenie - czuć tutaj zarówno chmiel, jak i słód - całkiem poprawny zapach, ale bez dodatkowych aromatów i rewelacji. W smaku podobnie - ot normalny, przyzwoity lager - ni to słodki, ni to gorzki, taki neutralny.

    Podsumowanie:

    Sięgając po biało czerwone na sklepowej półce, przez moją głowę przebiegały myśli na temat zakończenia tego posta. Biorąc pod uwagę moje poprzednie doświadczenia z browarem Van Pur myślałem sobie, że to piwko, to nie będzie nic innego Donner, albo Barry's, jeno przelany do innej puszki. Miałem już przygotowane zakończenie postu "i oby Polacy wypadli na Euro lepiej niż biało czerwone". Teraz wypada mi to nieco skorygować, bo w puszce w naszych narodowych barwach dostaliśmy całkiem przyzwoite piwo. Nie jest zaskakujące w smaku, ani zapachu, nie wnosi na polski rynek w zasadzie nic nowego, ale myślę, że przy pewnym nakładzie na patriotyczne reklamy i konkurencyjnej cenie, miałoby szanse konkurować z produktami Grupy Żywiec i Kompanii Piwowarskiej. Dużym plusem jest małe nagazowanie piwa, co pozwala na pochłonięcie większej ilości puszek podczas dopingowania naszych chłopaków. Do boju Polska!



    czwartek, 24 maja 2012

    Spiżowe Ciemne - Spiż po raz trzeci!

    Spiżowe Ciemne miałem okazję spróbować już któryś raz. Teraz przy okazji pobijania Światowego Rekordu Guinessa w graniu na gitarach na wrocławskim rynku. Dla jasności - rekord został pobity (jupi!), a ja na tym instrumencie ni w ząb grać nie potrafię. Jednak dzięki przyjaciołom, którzy odpowiednio układają gitarowe chwyty i pozwalają mi dokładać rękę tylko do strun, pobicie rekordu stało się dla mnie (a nawet dla mojej córy!) możliwe :)

    Dziękuję im z tego miejsca!

    Pobyt we Wrocławiu większą paczką pozwolił mi na wprowadzenie w życie planu, z którym od dość dawna się nosiłem - stworzenia elektronicznego opisu piwka - takiego przy kuflu, na świeżo w knajpce, z dyktafonem. Następnie nagrania takie mogę sobie na spokojnie w domu przesłuchać, wyłuskać z nich najważniejsze informacje i na tej podstawie stworzyć dla Was kolejny opis. Win-win situation!
    Jednym z pierwszych opisywanych w ten sposób piwek było właśnie Spiżowe Ciemne, a w stworzeniu tego wpisu dzielnie pomagali mi Monia z Bodziem!


    Fakty:

  • Piwo ciemne z browaru Spiż we Wrocławiu
  • Cena: 10 złotych za pół litra
  • Do 6.2% alkoholu, 12-15% ekstraktu
  • Niepasteryzowane, niefiltrowane

    Z zewnątrz:

    Spiżowe Ciemne zostało podane w prostej, ale fajnej szklance. Minus za to, że identyczne szklanki są używane zarówno do piw ciemnych, miodowych, a nawet pszenicznych. Drugi minus za to, że z powodu nadmiaru gości zabrakło, obecnego zawsze i niejako kojarzonego z tym miejscem, chleba ze smalcem. Sorry, ale chyba można przewidzieć, że w długi weekend majowy pojawi się dużo ludzi i jakoś odpowiednio na ów fakt się przygotować.


    Zdjęcie zostało zrobione w dniu, kiedy zapasy smalcu i chleba zostały już uzupełnione. Nagranie powstawało natomiast wieczorem kilka dni wcześniej - wtedy smalec zdążył już niestety "wyjść"...
    Od środka:


    MARIAN: Spiżowe Ciemne pachnie trochę jak kawa. Taka mocna, niesłodzona i niezabielana. Chociaż może nawet bardziej niż kawę, czuć tam cukierki Kopiko. Po zamotaniu piwem, nie uraczymy na nim piany, nic się tam nie pojawia. Piwko jest średnio wysycone, trochę gryzie pod językiem, ale też nie za bardzo. Jest zbyt ciemne, żeby powiedzieć coś o jego nagazowaniu - nijak nie byłem w stanie dostrzec bąbelków CO2. Jeśli chodzi o smak, to bez niespodzianek - wyczujemy dokładnie to samo co w zapachu. [W tym momencie podczas degustacji, zaczęła mnie męczyć czkawka, więc dalsze odszyfrowywanie nagrania było nieco utrudnione, ale dałem radę!]. Jak na ciemne piwo za którymi nie przepadam, Spiżowe wypada całkiem nieźle. Niestety, poza naleciałościami kawy i Kopiko, nie znalazłem tam nic chmielowego, ani słodowego. Trochę tak jakby człowiek pił pół na pół kawy z wodą. Sami przyznacie, że jak na piwo, to za słaby wynik. W połowie kufla, piana już całkowicie opadła, zostawiając jedynie meszek na szkle. Smak w zasadzie się nie zmienił - zyskał jednak trochę na słodowości i czegoś w rodzaju suchości.
    MONIA: podzieliła moja obserwację, związaną z brakiem jakiejkolwiek piany na tym trunku. W zapachu wyczuła bardzo intensywną kawę i spalony, domowy karmel. Przed pierwszym łykiem, Monia lojalnie ostrzegła, że nie jest fanką ciemnych piw, więc przez to jej ocena może być zaniżona. W smaku nie wyczuła dużo goryczki (co ciekawe - więcej wyczuła w piwie miodowym...). Pomimo, że w zapachu był wyczuwalny karmel, w smaku nie znalazła nic słodkiego. Wyraźnie jednak zarysował się aromat kawy, szczególnie na chwilę po wypiciu. Jak zapytałem Monię o ocenę Ciemnego Spiża, to przypominając raz jeszcze że ciemnych piw generalnie nie lubi, wystawiła 1 kufelek.
    BODZIO: był bardzo oszczędny w słowach, opisując smak Spiżowego Ciemnego - stwierdził, że smakuje jak czeska Kofola i niestety nie udało mi się z niego wydusić ani jednego słowa więcej...

    Podsumowanie:

    Reasumując, po wypiciu 1/5 Spiżowego Ciemnego zacząłem żałować, że wziąłem go w wersji dużej, płacąc za niego 10 złotych! To za dużo jak na takiego browarka, tym bardziej biorąc pod uwagę, że przemiał ludzi jest tu taki, że wątpię aby Spiżowe było wyrabiane tak samo, jak jeszcze kilka lat wcześniej. Jakość opuściła się wyraźnie w dół. Mimo to, ze wszystkich piw, które spróbowałem w tym browarze, Ciemne wypadło najlepiej i byłby to chyba jedyny rodzaj, po który sięgnąłbym ponownie. Smutna (a może nie taka smutna!) prawda jest taka, że przez te miesiące prowadzenia Jasnego Pełnego spróbowałem tak dużej ilości różnych, fantastycznych piw, że dopiero teraz pomału przeglądam na oczy i widzę, że oceny dane Spiżowemu Jasnemu i Miodowemu były mocno zawyżone... Przy Ciemnym takiego błędu nie popełnię - 5 kufelków to jest max, na co jestem w stanie się zgodzić.



  • wtorek, 22 maja 2012

    Harghita - i o zbawiennych skutkach kaca słów kilka!


    Dzisiaj początek będzie nietypowy, bo nie o konkretnie samym piwie, ale o tym jakie konsekwencje niesie picia piwa - zamotane co? Już śpieszę z wyjaśnieniami - według artykułu, na który się ostatnio natknąłem - bycie na kacu podnosi naszą umiejętność kreatywnego myślenia!

    Badania zostały przeprowadzone na prostym zadaniu - należało za pomocą przełożenia jednej zapałki, sprawić aby poniższe równanie było prawdziwe:
    IV = III + III

    Nie podam Wam poprawnej odpowiedzi, ale uwierzcie mi - nie jest ona trudna i 92% ludzi bez większych problemów ją rozwiązuje. Co więcej - 90% ludzi z uszkodzeniami mózgu, którzy mają problem ze skupianiem uwagi, również sobie z nią radzi.

    Weźmy teraz na tapetę drugą zagadkę:
    III = III + III

    Z tym, pozornie podobnym zadaniem radzi sobie już tylko 43% ludzi. Z drugiej grupy osób poddanych ćwiczeniu wynik spadł tylko o 8 punktów procentowych!

    Niestety, ale mówiąc skąd się bierze tak drastyczna różnica dla ludzi bez uszkodzeń mózgu, musiałbym również dać Wam bardzo mocną wskazówkę, jak powyższe równanie rozwiązać. Pozwólcie więc, że zamiast tego przejdę do drugiej części badań. Naukowcy z Albion College przepytali 428 osób, kiedy ich produktywność jest największa. Jak łatwo się spodziewać, większość z nich odpowiedziała, że rano. Następnie naukowcy zadali im niestandardowe pytania, wymagające kreatywności. Druga grupa pytań miała charakter analityczny, taki jak równania matematyczne o standardowym, liniowym sposobie rozwiązywania. Połowa ludzi została przetestowana rano, a druga połowa wieczorem. Na każde z zadań uczestnicy mieli 4 minuty czasu.

    Okazało się, że o ile czas testu nie wpłynął na wyniki problemów algebro-podobnych, o tyle dla problemów, wymagających kreatywności dużo lepsze wyniki osiągnęła grupa, odpowiadająca w godzinach późniejszych.

    Czas na ostatnie badania, tematyką najbardziej odpowiadające Jasnemu Pełnemu - naukowcy z Illinois przeprowadzili podobny test na kreatywne zagadki, między grupą studentów trzeźwych i tych po spożyciu alkoholu. Okazało się, że grupa "po" rozwiązała więcej zagadek w krótszym czasie! Co więcej - mniej spodziewane rozwiązania były znajdywane w ponad 30% więcej przypadków!

    Jaki z tego wszystkiego wniosek? W zasadzie są 2:
    1. Bycie zmęczonym, niewyspanym, lub na kacu podnosi umiejętność kreatywnego myślenia (a przynajmniej tak mówią naukowcy)
    2. Gdy następnym razem Wasz szef wyniucha wieczorną imprezę - zaproście go na Jasne Pełne - może dzięki temu Wam odpuści!


    Fakty:

    • 4.5% alkoholu, 10.3% ekstraktu
    • Rodzaj: pale lager
    • Producent: Heineken România

    Z zewnątrz:

    Opisując butelkę Harghity nie sposób nie zacząć od kapselka. Niby prosty, bo jest tu tylko nazwa piwa, ale każda literka, jest "podszywana" złotą czcionką, dając fantastyczne refleksy w świetle słońca. Z jednej strony prostota, ale z drugiej kapsel jest przemyślany i kunsztowny. Brązowa, standardowa butelka ma tylko dwie etykiety - krawatkę i główną. Na tej pierwszej znajdziemy coś na kształt logo - zamek Mikó, znajdujący się w mieście Miercurea-Ciuc. W tej samej miejscowości znajduje się browar produkujący Harghitę. Z rzeczy, które mogą się jeszcze rzucić w oczy to kukurydza w składzie. A poza tym to norma. Cała etykieta (jak widać na poniższym zdjęciu) utrzymana jest w czerwieni, zieleni i jasnym brązie. Całkiem przyjemnie to wszystko się komponuje.

    Od środka:

    Piwo przy otwieraniu nie wydało żadnego dźwięku i jak się później okazało, jedyna piana jaka się na nim pojawiła przypominała bardziej taką na lemoniadzie - bardzo pienista, sycząca, ale błyskawicznie opadająca. Piwko, które pozostało w szklance nie ma kompletnie żadnego gazu, ani żadnych bąbelków - może wynika to z odległości jaką musiało przebyć, żeby wpaść w moje łapki? W zapachu bardzo mocno zaakcentowany chmiel, ale po odstaniu zmienia się w słodowość. Dadzą się wyczuć delikatne nuty bananowe i kwiatowe. W smaku bez zaskoczenia - dużo chmielu, dające orzeźwiającą, nawet-średnio-intensywną (jak dla mnie) goryczkę. Tu też znajdziemy nieco bananów (chociaż dopiero po tym jak z ust zniknie nam smak goryczki). Finisz Harghity staje się nieco bardziej intensywny - zarówno pod kątem goryczki, jak i owocowości - całkiem przyjemnie te dwa smaki ze sobą współgrają.

    Podsumowanie:

    Łatwe podsumowania do napisania to takie, jeżeli opisuje się piwo, które czymś się wyróżnia - nieważne, czy to pozytywnym, czy negatywnym. Wtedy po prostu jest się czego uczepić i dzięki temu zwiększyć prawdopodobieństwo zapamiętania tego piwa po wsze czasy. Idąc powyższym tropem - Harghita nie jest piwem, w którym łatwo się pisze podsumowanie, bo nie ma tu nic, czego człowiek by nie pamiętał z innych piw. Głównie to ten gorzki aromat i brak gazu popchnąłby mnie, żeby sięgnąć po Harghitę po raz kolejny (i nie myślcie sobie, że nie lubię piw z obfitą pianą - te wprost uwielbiam, ale chciałbym po prostu stwierdzić, czy brak czapy na tym piwku to wynik długiej drogi, czy jednak producent o tym zapomniał. Reasumując - piwko jest niezłe, a dodając do tego kapselek, który będzie chyba jednym z ładniejszych w mojej kolekcji - zasługuje na 6 kufelków!




    Jareczku - po fantastycznych piwach ze Stanów i Meksyku, tym razem dostałem od Ciebie prezent z Rumunii - bardzo Ci za to dziękuję!!