niedziela, 13 listopada 2011

Negra Modelo - podbijamy Amerykę Środkową!

Tam mnie jeszcze nie było! Po ostatnich ukraińsko-rosyjsko-słowackich (te ostatnie dopiero będą publikowane) przygodach piwnych przyszedł czas na podróż w całkowicie odwrotnym kierunku. Dzięki Jarkowi który poza Samuelem Adamsem przywiózł mi również drugie piwko, mam okazję do opisania pierwszego trunku z Ameryki Środkowej - meksykańskiego Negra Modelo!

Z samej strony internetowej i z dość ascetycznej etykiety za wiele informacji się nie da wyciągnąć, ale w połączeniu z wikipedią i opisami fanów, udało mi się przygotować krótką notkę:

Negra Modelo to najlepiej sprzedające się ciemne piwo w Meksyku. Start jego produkcji datuje się na 1926 rok, czyli zaledwie rok po tym jak powstała Grupa Modelo - browar, który obecnie kontroluje ponad 60% meksykańskiego rynku piwa.

DYGRESJA: Przeglądając stronę Grupy Modelo, oraz wszelkie strony opisujące Negra Modelo można znaleźć kilka ciekawych rozbieżności w datach. Otóż na ich stronie znajdziemy, że browar powstał w 1925 roku, podczas gdy Wikipedia mówi, że stało się to 3 lata wcześniej. Biorąc pod uwagę, że największa internetowa encyklopedia pewnie się myli i tak ciężko zrozumieć dlaczego strona producenta Negra Modelo w jednym miejscu mówi, że pierwszą butelkę nalali w 1926 roku, a w innym że w 1930. Trochę to wszystko zabałaganione...

Kontynuując - Grupa, której najsłynniejszym piwem jest chyba Corona (dostępna w 150 krajach - również w Polsce) ma 7 browarów, rozrzuconych po całym Meksyku. Dzięki temu, rocznie są w stanie wyprodukować 60 milionów hektoliktów złotego trunku! Ale to nie wszystko - ósma fabryka, która będzie produkować 10 milionów hektolitrów jest już w budowie. To wszystko składa się na to, że Grupa Modelo jest szóstym producentem piwa na świecie. Imponujące, prawda?


Fakty:

  • Piwko nieco większe niż "małe" - troszkę ponad 350ml
  • Pochodzi z Grupy Modelo z Meksyku
  • Podobno 5.3% alkoholu - na butelce nic o tym nie znajdziemy...

    Z zewnątrz:

    Butelka meksykańskiego piwka nie daje mi dużo roboty, ani dużego pola do popisu - jest mała, ale wydaje mi się, że nie na tyle, żeby nie można było na niej umieścić kompletnie żadnych informacji... Na głównej etykiecie poza nazwą, objętością i datą powstania browaru (1925) nie znajdziemy nic. Na etykiecie górnej pod stosunkowo szerokim paskiem złotego sreberka znajdziemy między innymi informację o kaucji za butelkę (w formacie, który już znamy z Samuela Adamsa), logo browaru i kilka przestróg dla nieletnich, kobiet w ciąży i kierowców. Brak informacji o woltażu i składzie można uznać za solidny minus. Kolejną ciekawostką jest data ważności piwka, której pomimo przekopania kilku stron o tym traktujących, nie udało mi się rozszyfrować. Może komuś z Was się uda - "AI188128". Ciekawy jestem jak przeciętny meksykański Jose Maria de la Cruz jest w stanie to rozszyfrować. Generalnie butelka wygląda ładnie - ciemnobrązowe szkło z bardzo wieloma złotymi elementami daje poczucie majestatyczności i bogactwa - szkoda, że nie przełożyli tego chociaż na krótką notkę opisującą genezę piwka...


    Od środka:

    Butelka zaraz po otwarciu nie wydziela w zasadzie żadnego zapachu. Dopiero po przelaniu do kieliszka, pojawia się ciekawa nuta zapachowa, którą najbardziej można by przyrównać do zapachu szampana ze średniej półki. Ciekawe jest to, że kiedy piwko się ustoi znowu traci zapach. Na szczęście można go szybko przywrócić poprzez delikatne zamieszanie płynu w kieliszku. Chyba najmocniejszym punktem Negra Modelo jest jego kolor – bardzo ładny, klarowny w karmelowym odcieniu. Smak ciężko jest porównać do jakiegokolwiek innego piwa – chyba najbardziej przypomina Żubra Ciemnozłotego, ewentualnie przemieszanie pilsa z niedużą ilością coli i wiśni. Trudno jednak znaleźć jedną, dominującą „wartość smakową”.


    Podsumowanie:

    Negra Modelo, pomimo swojej środkowo-amerykańskiej egzotyczności nie jest piwem, które bym kupował na co dzień w sklepie. Jego smak nie zapada na długo w pamięci. Inaczej ma się sprawa z kolorem – mam nadzieję, że udało mi się chociaż trochę uchwycić jego wyjątkowość na powyższych zdjęciach. Było nie było – jest to browarek, który docierając do mnie przebył chyba największą drogę ze wszystkich opisanych (muszę kiedyś sprawdzić odległość z Polski do Libanu ). Myślę, że z czystym sumieniem, mogę wystawić notę 7 kufelków.





    Jareczku - jeszcze raz wielkie dzięki za takie super łakocie. Pewnie gdyby nie Ty to nigdy nie miałbym okazji do spróbowania piw z tak odległych krajów. Olbrzymie DZIĘKUJĘ!

  • 3 komentarze:

    1. Od kiedy pijesz piwo z kieliszka?! (Tudzież od kiedy takie szklaneczki zwie się kieliszkami? :P)

      OdpowiedzUsuń
    2. @karo - Ej no! Wiedziałem, że ktoś się do tego przyczepi. Zamiast skomplementować ładne otoczenie, które sam przygotowałem, to na szklaneczkę (adekwatną do wielkości butelki) będzie narzekać :)

      OdpowiedzUsuń
    3. Ja narzekam?! Ja?! Nigdy! Ja tylko stwierdzam, że coraz bardziej mnie zaskakujesz (pozytywnie, żeby nie było :] ).

      OdpowiedzUsuń