Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepasteryzowane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepasteryzowane. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 marca 2013

AleBrowar - Rowing Jack


Na dzisiaj przygotowałem sobie kolejny rozdział o chmielach, obecnych w dzisiejszym bohaterze. Ale jak już siadłem i zacząłem "płodzić" opis, to wyszła z tego całkiem ciekawa (tak mi się wydaję) historia gatunku India Pale Ale, o którą wielu z Was zapytywało. Toteż chmiele będą w następnych odcinkach, a po historię zapraszam do poniższego opisu!


Fakty:

  • 16% ekstraktu, 6.2% alkoholu
  • Gatunek: (American) India Pale Ale
  • Browar: AleBrowar
  • Niepasteryzowane, niefiltrowane
  • Cena: 7 złociszy

  • Z zewnątrz:

    Na rufę Santa Marii! Nareszcie piwo, które nie skiśnie w drodze do Indii! Tylko ekstra porcja chmielu mogła uchronić ten drogocenny ładunek przed humorami Neptuna i wściekle palącym słońcem. Spróbuj się oprzeć marynarzu!...

    ... po czym następuje seria gwiazdek i myślników. Taka właśnie historia krzyczy do nas z kontretykiety butelki RJ. O co chodzi z tym skiśnięciem w drodze do Indii? Już spieszę z wytłumaczeniem.

    Jest przełom wieku XVIII i XIX; Anglia ma dość silnie rozwiniętą kolonię w Indiach. Żołnierze, marynarze czy w końcu cywile mają, niezależnie od czasów, spory apetyt na piwo. A problem jest taki, że wycieczka do Indii jest długa - w trakcie rejsu hektolitry zepsutego piwa będą musiały pójść za burtę - czyż to nie przykre? George Hodgson z Bow Brewery w Londynie był pierwszą osobą, która tej "krzywdzie" się przeciwstawiła. Zaczął warzyć piwo w lżejszym stylu, niż bardzo popularne wtedy w Anglii portery, a które nie miały specjalnego zbytu w dusznych i gorących Indiach. Nazwał je jasnym ale'm (pale ale). Hodgson zorientował się, że wyższa zawartość alkoholu, połączona z większą ilością chmieli skutecznie zapobiegnie zepsuciu piwa. Jak łatwo się dzisiaj domyśleć - pomysł przyjął się rewelacyjnie. Hodgson dorobił się niemałej fortuny, a my - jednego z najbardziej popularnych wśród piwowarów domowych gatunku piwa - India Pale Ale.

    Jakie informacje niesie nam jeszcze tylna etykieta? Skład: słody (Pale Ale, pszeniczny, wiedeński i Carapils), chmiele (Simcoe, Chinook, Citra, Cascade i Palisade), woda i drożdże US-05. No i adres - AleBrowar-y są (jeszcze) warzone w Browarze Gościszewo. Czemu jeszcze? Otóż 21 grudnia w świat poszła informacja, że już za 8 miesięcy od tamtej daty ekipa z Bartkiem przeniesie się do własnego budynku na Pomorzu!

    Nietypowo zacząłem opis od kontretykiety, a co z przodem? Tutaj mamy podobiznę marynarza Jacka po przejściach. Zamiast jednej ręki ma wiosło. Na szczęście jest praworęczny i giwerę może trzymać w pełnosprawnej dłoni. Niestety golenie od najmłodszych lat sprawiało mu problemy - stąd blizna na policzku i kobiecy makijaż. Etykieta mówi, że w piwie znajdziemy aż 80 stopni IBU! Resztę detali możecie już sami zobaczyć na zdjęciach :)


    Od środka:

    Otwarcie RJ poszło w parze z głośnym sykiem. Przez chwilę bałem się, że ten jakże drogocenny trunek znajdzie ujście w szyjce butelki, co niewątpliwie połączyłoby się z moim równie głośnym lamentem. Nic takiego na szczęście się nie stało. Jedynie przy nalewaniu do pokala, na nowo mi się włosy zjeżyły, bo piana była naprawdę imponująca. Wysoka, kremowa o sporawych pęcherzach. Opadając pozostawia ślicznie oblepione naczynie. Zapach to mieszanina wszystkiego co ostatnimi czasy ukochałem w piwie - czuć zdecydowane i mocne aromaty chmielowej goryczki, połączone z cytrusową owocowością. Bardzo wyraźnie czuć Cascade'owe nuty grejpfrutowe i pomarańczowe, połączone z Citrowym mango i ananasem (szczególnie na samym początku degustacji). Nad tym wszystkim unosi się jeszcze zapach żywicy. Smak jest absolutnie zdominowany fantastyczną, mocną i charakterystyczną goryczką, z początku sprawiającą wrażenie nieco pikantnej. Żywica jakby wysuwała się tutaj nieco przed cytrusy, które jednak i tak są obecne. Warto wspomnieć jeszcze słowo o kolorze - mętny, nieklarowny i bursztynowy z pływającymi drobinkami drożdży.


    Podsumowanie:

    Dziś - po ponad 4 latach działalności Jasnego Pełnego mogę powiedzieć, że prezentuję Wam piwo, pod którym jestem w stanie podpisać się oboma rękami. Gdybym miał ich więcej - to i podpisów byłoby więcej. Rowing Jack, wyróżniony przez społeczność browar.bizu, tytułem Piwo Roku 2012 jest piwem, które absolutnie każdy powinien spróbować. Nie mówię, że każdemu zasmakuje. Osoby, nie akceptujące mocnej goryczki, pewnie się przy tym piwie trochę pokrzywią, ale i tak zdecydowanie warto dać mu szansę. Dla mnie - jedno z najlepszych piw ever. Gorrrąco polecam! Moja ocena jest tutaj wyłącznie formalnością :)





    czwartek, 14 marca 2013

    Kolaboranci - Shark

    W poprzednim odcinku zacząłem nieco więcej pisać o chmielach (akurat ostatnio trafiają mi się piwa, w których na ich brak nie mogę narzekać) - wtedy akurat była to krótka pogadanka o chmielu Cascade. Tym razem będzie kilka słów o tych które siedzą w dzisiejszym bohaterze:

    Chmiel Citra jest stosunkowo młodym chmielem. Został wyhodowany w 2007 roku z połączenia chmieli Hallertauer Mittelfrüh, Tettnager, East Kent Golding i innych (ale głównie to te trzy). Używa się go zarówno do chmielenia dla aromatu, smaku, goryczki, jak i na zimno. Ciężko wymienić wszystkie aromaty i smaki, które dzięki niemu można uzyskać, chociaz głównie krążą one wokół owoców tropikalnych - cytrusów, grejpfrutów, winogron, mango, ananasów, brzoskwiń, liczi itp. itd.

    Drugim z chmieli jest chmiel Chinook. Ten został wyhodowany przez Departament Rolnictwa USA w 1985 z połączenia chmielu Petham Golding z takim, który przez wspomniany departament został określony numerem 63102. Używa się go głównie do wszelakich amerykańskich pale ale'i, jak również piw ciemniejszych, włączając Portery, Stouty i Barley Wine. Uzyskują one dzięki temu aromaty przypraw, ziół, herbaciane, czy w końcu sosnowe.


    Fakty:

  • 11.6% ekstraktu, 4.9% alkoholu
  • Gatunek: American Pale Ale
  • Browar: Kopyra & Widawa
  • Niepasteryzowane, niefiltrowane
  • Cena: 9zł (z tego co pamiętam)

  • Z zewnątrz:

    Shark to kolejne piwo od Kolaborantów, rozlewane do małych bączków z czarnym kapslem. Na jedynej etykiecie, umocowanej tak że pewnie znowu nie uda mi się jej ściągnąć żadnymi konwencjonalnymi metodami, znajdziemy czarnego rekina - takiego trochę jakby przetartego, na żółto-pomarańczowym tle (pewnie któraś z koleżanek byłaby w stanie celniej określić nazwę tego koloru. Na moje męskie oko to jest dokładnie żółto-pomarańczowy :)). Nieco z boku są parametry piwa (opisane powyżej), jego skład (słód jęczmienny pale ale, jęczmienny monachijski, pszeniczny i słód zakwaszający, chmiele Chinook, Citra i Cascade, oraz drożdże US-05) oraz adres Rodzinnego Browaru w Chrząstawie Małej. Zaraz pod nazwą piwa mamy jeszcze określony jego "nieformalny" styl - Extremely hopped sunny ale. Czy taki rzeczywiście się okaże? O tym już za chwilę!


    Od środka:

    Bałem się, że z moim Sharkiem jest coś nie tak. Pod światło zauważyłem, że w butelce pływa nie tyle drożdżowy osad, ile całkiem spore kawałki, przypominające mikro chmurki. Na szczęście otwarcie butelki nie przyniosło żadnej eksplozji, a wręcz przeciwnie - powierzchnia piwa w butelce kompletnie nie przejęła się tym, że ktoś się do niej dobiera. Przelanie do pokalu ukazało mętną, ciemnozłotą treść piwa, zwieńczoną gęstą, białą pianą. I właśnie przy tej pianie chciałbym się przez chwilę zatrzymać, bo tak fantastycznej czapy dawno nie widziałem. Wyjątkowo gęsta, super trwała, wysoka - naprawdę świetna robota. Nawet kiedy w końcu już zaczyna odpuszczać, to ślicznie oblepia się na bokach naczynia i zostaje w postaci cienkiego kożuszka. W zapachu wyraźnie czuć błogą mnogość amerykańskich chmieli z mocno zaakcentowanym grejpfrutem, chociaż pierwszym "wyczutym" przeze mnie zapachem było mango. Początkowa żywiczność z czasem przechodzi w bardziej owocowe aromaty - ananasa, cytrynę i pomarańcz. Smak jest niezaprzeczalnie zdominowany przez goryczkę - nie wiem czy jest to te samo 98 IBU, co przy pierwsze warce, ale stwierdzenie, że "Kopyr zaczyna czuć jakąkolwiek goryczkę powyżej 40 IBU" okazuje się zdecydowanie prawdziwe. Na szczęście goryczka nie jest nachalna, ani ostra - pozostaje w ustach ale nie na jakoś przeraźliwie długo. Jest dokładnie taka, jaką lubię. I nawet nie przeszkadza mi to, że szczelnie przykrywa wszystkie inne smaki - dla mnie jest co najmniej OK!


    Podsumowanie:

    Po bardzo dobrym Kruku i Orce, która jednak moje klejnoty pozostawiła na miejscu, Shark jest trzecim piwem od Kolaborantów, które znalazło swoje miejsce na Jasnym Pełnym. I muszę przyznać, że to najbardziej "moje piwo" z tej trójki. Goryczka jest na takim poziomie, jaki ubóstwiam - siecze po języku, ale nie zasiada nam w gardle na resztę wieczoru. W zapachu cała masa przyjemnych aromatów (może tylko końcówka staje się nieco drożdżowa). Piana - nie da się o niej powiedzieć złego słowa. Etykieta - wystarczająco informacyjna i ładna. Cena - za wysoka. Zarzuty o diacetylu w piwie, które gdzieniegdzie zasłyszałem, na mój gust okazały się nieprawdziwe. Reasumując, nie pozostaje mi nic innego jak powitać pierwsze Kolaboranckie piwo w gronie tych rekomendowanych!




    niedziela, 10 marca 2013

    Artezan - Pacific Pale Ale

    Dzisiaj na Jasnym Pełnym zagościł kolejny świeży reprezentant z browaru Artezan. Po opisanym już poprzednio Brown Porterze, przyszedł czas na jego bardziej egzotycznego brata - Pacific Pale Ale, mający się charakteryzować goryczką i zdecydowanym smakiem amerykańskich chmieli, oraz owocowością owoców z tropików. Czy tak rzeczywiście będzie? O tym już za chwilę.

    Ale zanim przejdę do opisu samego piwa - ostatnio zostałem zapytany, czym różnią się między sobą poszczególne chmiele? Co sprawia, że jedno piwo jest bardziej goryczkowe, inne słodkawe, a jeszcze inne przyjmuje zapachy i smaki cytrusowe? Z racji tego, że jak się za chwilę okaże Pacific Pale Ale ma w sobie dość sporo, bo aż 4 różne odmiany chmielu, na chwilę zajmę się jednym z nich, a zarazem jednym z tych które podchodzą mi najbardziej - Cascadem.

    Chmiel Cascade to chmiel amerykański, wyhodowany na Stanowym Uniwersytecie w Oregonie w 1956 roku w wyniku połączenia m.in angielskiego chmielu Fuggles i rosyjskiego Serebrianker. Do warzenia został dopuszczony w roku 1972. Już 3 lata później stanowił ponad 13% wszystkich amerykańskich upraw chmielu. Używa się go zarówno do chmielenia dla aromatu, smaku, jak i goryczki. Piwu daje aromaty cytrusowe, a w szczególności grejpfrutowe, ale również kwiatowe, czy "przyprawowe". W smaku, poza owocami tropikalnymi daje mocne uczucie goryczki. Jego największy minus to nieodporność na przechowywanie - po pół roku, potrafi stracić około połowy alfa-kwasów, co ma potem przełożenie na smak piwa. Da się go zastąpić przez chmiele Centennial, Amarillo i Columbus, ale o nich w kolejnym odcinku :)

    Fakty:

  • 12.5% ekstraktu, 5% alkoholu
  • Gatunek: Pacific Pale Ale
  • Producent: Browar Artezan
  • Cena: 6.50zł (Strefa Piwa - Kraków, ul. Krowoderska 37)
  • Piwo niepasteryzowane i niefiltrowane

  • Z zewnątrz:

    Ostatnio ewidentnie mam szczęście do pojedynczych etykiet na piwach. Nawet nie ma co robić kilku zdjęć - ciach! jedno i jest gotowa butelka z zewnątrz. Artezan Pacific Pale Ale jest rozlewany do brązowych, bezzwrotnych butelek, zwieńczonych najzwyklejszym w świecie złotym kapslem. Etykieta wygląda jak pocztówka z Hawajów - aż człowiek na chwilę zapomni, że za oknem temperatura bliska zeru. W miejscu znaczka możecie zauważyć jeżyka - logo rzemieślników z Komorowa. Całość jest ładna i kolorowa (znacznie lepsza niż w opisywanym ostatnio Brown Porterze), ale nas najbardziej interesuje to co jest ze skrajnie prawej strony - skład. A ten jest pełny i wyczerpujący: słody pale ale, pilzneński i karmelowy, chmiele: Amarillo, Cascade, Chinook i Pacific Jade, oraz drożdże. Ledwie czytelna data ważności każe się spieszyć - piwo jest niepasteryzowane i niefiltrowane, a co za tym idzie podatne na szybkie spsucie.


    Od środka:

    No to lecimy! Samo otwarcie butelki nie przyniosło w zasadzie żadnych niespodziewanych efektów. Piwo się nie zgazowało, syk był dość niewyraźny. Z szyjki ulotnił się delikatny zapach mango. Po przelaniu do kufla, dało się przez chwilę zaobserwować troszkę zabrudzoną (w sensie, że nie idealnie białą, a nie z jakimiś plamami) pianę, przykrywającą mętne, ciemnozłote "serce" piwa. W zapachu bardzo dobrze czuć amerykańskie chmiele, przykrywające owocowość - grejpfruty, mandarynki, a po zamieszaniu delikatnego ananasa. Pierwsze łyki są mocno goryczkowe i spójne z aromatem. Tu również dominuje chmiel i grejpfrut z orzeźwiającym, ale stosunkowo krótkotrwałym posmakiem goryczy.


    Podsumowanie:

    Bardzo mocno czekałem na Pacific Pale Ale'a od Artezana - słyszałem, że premiera w Strefie była fantastycznym wydarzeniem i że ludzie wyjątkowo chwalili sobie bohatera tamtego wieczoru. Stąd moje wysokie oczekiwania w stosunku do tego piwa. Dla mnie jest ono wspaniale orzeźwiające i przyjemne. Lubię amerykańską goryczkę, a tutaj każdy łyk mi jej dostarcza. Może jest jej nieco za mało, ale to raczej moja subiektywna opinia. Aromat mógłby być nieco bardziej zdecydowany i bogatszy - spodziewałem się, że mnogość różnych odmian chmielu da rzeszę różnych zapachów i posmaków. Tutaj całość niejako przykryta jest cytrusową goryczką. Nie wpływa to jednak na ogólny odbiór tego "Jeżyka" - Pacific Pale Ale jest fajnie sesyjny i z bólem serca przychodzi moment, kiedy trzeba napełnić szklankę po raz ostatni. Daję 8 kufelków z głębokim przekonaniem, że jeżeli Artezan utrzyma to piwo w swojej ofercie, może się ono stać hitem nadchodzącego (wiem, że dopiero marzec) lata.







    poniedziałek, 25 lutego 2013

    Haust - Ciemne Bock


    Jakiś czas temu, również podczas Piwnego Blog Daya w Poznaniu, miałem okazję spróbować swoje pierwsze piwo z zielonogórskiego minibrowaru Haust. Była to Red AIPA, nieobecna jeszcze na Jasnym Pełnym. Nazwa browaru przez długie miesiące cały czas przewijała mi się, to przy jakiś piwnych rozmowach, to na innych blogach, to przy wspominaniu powyższego eventu. Tym chętniej, podczas mojej cotygodniowej wizyty w sklepie Strefy, wrzuciłem na ladę Ciemnego Bocka i Klasztorne z Hausta. Moją subiektywną opinię o pierwszym z nich macie okazję przeczytać poniżej. Serdecznie zapraszam!


    Fakty:

    • 14% ekstraktu, 7.8% alkoholu
    • Gatunek: koźlak
    • Producent: Minibrowar Haust
    • Niepasteryzowane, niefiltrowane
    • Przydatność do spożycia - 14 dni

    Z zewnątrz:

    Butelka jaka jest każdy widzi na zdjęciu - tradycyjna, brązowa, bez żadnych charakterystycznych elementów, zwieńczona czarnym kapslem (chociaż tego na zdjęciu zapomniałem ująć). Na tejże brązowej butelczynie znajdziemy kremowo-brązową pojedynczą etykietę, na której najwięcej miejsca zajmuje logo minibrowaru z Zielonej Góry. Poza zwyczajowym, bardzo ubogim składem (woda, słód, chmiel, drożdże) i informacjach teleadresowych siedzi tu nabita, bardzo krótka data przydatności do spożycia (pomimo, że etykieta wyposażona jest w numery miesięcy i dni z boków) oraz bardzo krótki opis piwa, który w zasadzie w całości zawarty został w powyższych faktach.


    Od środka:

    Otwarcie butelki to solidnych rozmiarów syk, zwiastujący mocne nagazowanie piwa. Podobne wrażenie odniesiemy również zaraz po przelaniu go do szklanki. Nad ciemnobrązową treścią zebrała się gruba, beżowa piana ani nie myśląca o tym, żeby odpuścić. Trzeba za to przyznać dużego plusa! W smaku na pierwszy rzut nosa, wyczujemy tutaj kawę, trochę karmelu, wędzonki, na nutach palonych kończąc. Całkiem porządny, chociaż dla mnie trochę zbyt delikatny, bukiet zapachowy. W smaku piwo jest dobrze ułożone i zbalansowane, odpowiednio wysycone. W kolejności pojawiania się (przynajmniej na moim lamerskim języku), znajdziemy tutaj karmel, paloność, rodzynki i kawę. To wszystko zwieńczone jest akcentami winnymi, pozostającymi na chwilę w gardle.

    Podsumowanie:

    Po tym jak wgłębiłem się w definicję Koźlaka, okazało się że "Ciemne Bock" z Hausta nieco od niej odstaje. Zawartość ekstraktu w koźlakach powinna kształtować się od poziomu 16%, podczas gdy tutaj mamy ich 14. Coś się Haustowi musiało z parametrami pomylić, albo gdzieś został popełniony jakiś błąd, albo definicja wymaga poprawy. To tylko taka mała dygresja - i tak nie czuję się jeszcze na tyle mocny z tego stylu, żeby móc bezkarnie osądzać zgodność tej kozy. Skupię się natomiast na tym, czy mi to piwo smakuje czy nie. Dla mnie jest troszeczkę zbyt wodniste. Nie chcę powiedzieć, że brakuje mu treści, bo bogactwo smaków i aromatów jest tu dość spore, chociaż na pierwszy rzut oka byłem bardzo daleki od tej opinii. Mam jednak wrażenie, że nie zapadnie mi ono na długo w pamięć, ale nie powinienem mieć problemów z tym żeby już wkrótce sięgnąć po kolejną butelkę. Ten bock nadaje się do wieczornego posiedzenia przy filmie, czy książce, ale jakoś ciężko mi sobie go wyobrazić lanego w gwarnej knajpie. Ode mnie 6 kufelków - po rewelacyjnym Red AIPA, muszę przyznać, że koźlak z Hausta to jednak chyba nie jest moja bajka, chociaż mam nadzieję, że jeszcze kiedyś do niej dorosnę, a wtedy wrócę i zweryfikuję swoją notę...



    środa, 6 lutego 2013

    Orka Killer Whale

    W moje ręce wpadł kilka dni temu nowy nabytek z duetu Kolaborantów z Widawy - Kopyra i Wojtka Frączyka. Ich nowe piwo to Orka w stylu Cascadian Dark Ale. Wokół samego stylu narosło wiele dyskusji, jak powinno się go poprawnie interpretować. Jedni są za nadanym przez Kolaborantów Cascadian Dark Ale, inni za równoznacznym Black IPA, a jeszcze inni za American Black Ale. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że wszystkie te określenia, opisują dokładnie ten sam gatunek - taka mała klęska urodzaju. Uczciwie muszę przyznać, że mi jest obojętne jaką nomenklaturę użyjemy przy tym piwie. Odpowiada mi zarówno ta zaproponowana przez Kolaborantów, jak i widzę dużo marketingowego sensu w nazywaniu go jednak jako Black IPA. Jeśli standardowy piwosz stanie przed listą piw, dostępnych na nalewakach w jakiejś knajpie, to dużo więcej mu chyba powie określenie BIPA (bo IPA wg mnie jest już u nas całkiem nieźle rozpoznawalna), niż ABA czy CDA. Ale reasumując - to tylko moje pseudo-marketingowe dywagacje, natomiast z chęcią pozwolę Orce obronić się samej :)


    Fakty:

  • 6.2% alkoholu, 16% ekstraktu
  • Gatunek: Cascadian Dark Ale
  • Producent: Browar Kopyra & Browar Widawa
  • Niepasteryzowane, niefiltrowane
  • Cena: 8.50zł - Strefa Piwa, ul. Krowoderska 37 Kraków

  • Z zewnątrz:

    Orki są rozlewane do brązowych bączków - butelek o pojemności 330 ml. Kolorystyka etykiet przypomina mi trochę plakat jakiegoś krwawego horroru - całość utrzymana jest w czerni, bieli i żywej czerwieni. Na przedzie - nominalna Orka w stylu graficznym charakterystycznym dla indiańskiego plemienia (tak przynajmniej twierdzi Kopyr na swoim vlogu). Po prawej stronie etykiety mamy całkiem sporo tekstu. Mnie najbardziej urzekła optymalna temperatura podania - "Szanuj orkę, pij w temp. 10-14C". Poza tym mamy podany skład, a tam słody pale ale, monachijski, pszeniczny i pszeniczny czekoladowy oraz Caramunich. Chmielenie odbyło się tylko jednym rodzajem chmielu - Amarillo, więc możemy spodziewać się obecności cytrusów, a przede wszystkim grejpfrutów w smaku. Poza tym to raczej już standard. Na uwagę zasługuje jeszcze krótka data ważności (około 3 tygodnie, wynikające z faktu braku filtracji i pasteryzacji). Czas przystąpić do degustacji!


    Od środka:

    Orka w szklance wygląda niesamowicie - idealnie czarny płyn, przykryty bardzo gęstą, wręcz kremową, beżową pianą. Pierwszy niuch, jeszcze z butelki obnażył bardzo mocny aromat chmielu Amarillo - grejpfrut jest tutaj wyczuwalny bez najmniejszego problemu. Im dłużej wąchać, tym zapach staje się coraz bardziej palony i delikatnie czekoladowy. W smaku pierwsze łyki są zdominowane goryczką, osiadającą na ściankach przełyku. Tutaj cytrusy nie są już takie wyczuwalne, albo to paloność je skutecznie maskuje. Po stronie ciekawostek wypada zapisać to, że na wargach czuć oklejoną delikatną słodycz. A im dalej w szklankę, tym Orka staje się bardziej łagodniejsza - albo to zmysł smaku się przyzwyczaja, albo mocna goryczka i paloność nieco ustępują.


    Podsumowanie:

    Podsumowując piwo z gatunku Black IPA nie sposób uciec od porównania go z pierwowzorem tego gatunku w Polsce - Black Hope'm z AleBrowaru. Po które z tych piw bym sięgnął, mając je oba przed sobą? Muszę przyznać, że wybór padłby raczej na produkt Bartka Napieraja i spółki. Po pierwsze, w Orce brakuje mi trochę różnorodności smaku, do którego przyzwyczaił mnie Black Hope - jest tutaj masa goryczki, którą uwielbiam, dużo ciemnej paloności, którą lubię trochę mniej, ale w smaku brakuje mi trochę owocowości i dyć przeszkadza mi to wrażenie spłaszczania się treści w trakcie szklanki. Po drugie cena - mała butelka Kolaboranckiego piwa jest sporo droższa od dużej butelki AB. Nie przeszkadza mi to przy wyborze pojedynczej sztuki piwa, ale jeżeli miałbym wybierać któreś z nich kilka razy w miesiącu - mogłoby to zacząć odgrywać znaczącą rolę. Oba te punkty nie odbierają jednak Orce tego, że ona naprawdę smakuje nieźle i jestem przekonany, że bez problemu zadowoli wiele polskich podniebień. Was zachęcam do samodzielnej degustacji w najlepszych piwnych pubach (bo zdaję sobie sprawę, że wersję butelkową to już może być ciężko gdzieś dostać).




    poniedziałek, 2 lipca 2012

    Bernard černý ležák - i o ciemnych lagerach słów kilka!

    Bernard černý ležák to po jego Jantarovým "bracie" drugie piwo z czeskiego browaru, które mam przyjemność kosztować. Jest to równocześnie jeden z pierwszych i nielicznych ciemnych lagerów na Jasnym Pełnym, więc może warto by było na chwilę zastanowić się, czym ów gatunek się charakteryzuje?
    Może się to nie wydawać takie oczywiste, ale jasne lagery, z racji trudności związanych z ich produkcją, nie były bardzo popularne aż do drugiej połowy 19 wieku! Większość lagerów produkowanych do lat czterdziestych tegoż wieku miała kolor ciemny. W zależności od regionu, w który produkuje się ten gatunek piwa, może on przybierać różne nazwy. Czesi rozróżnią go na tmavý lager (tmavý = ciemny), a jeżeli piwko będzie miało naprawdę czarny kolor, nazwą go po prostu lagerem černým (tak jak nasz dzisiejszy bohater). Niemcy takie piwerko nazwą dunkelem, dopplebockiem, lub schwarzbierami. Austriacy na ciemnego lagera powiedzą, że jest to lager typu wiedeństkiego. Dark lagery różnią się w kolorze od bursztynu do ciemnego brązu. Woltażowo - od 4.5% do 6%.


    Fakty:

    • 5.1% alkoholu, 13% ekstraktu
    • Rodzaj: europejski ciemny lager (Euro Dark Lager)
    • Producent: czeski browar Bernard
    • Piwo niepasteryzowane, niefiltrowane

    Z zewnątrz:

    Bardzo wiele cech wyglądu zewnętrznego jest identycznych z opisywanym już przeze mnie Jantarovým ležákiem. Identyczny jest kapsel, krawatka, tłoczenia na butelce i w końcu fakt, że butelka jest krachlą. Na głównej etykiecie znajdziemy jedno z wielu wcieleń Stanislava Bernarda - założyciela browaru - tym razem w wersji diabolicznej. Na tylnej, czarnej jak smoła, etykiecie złotymi literami wyryto między innymi to, że černý ležák jest wyprodukowany z własnego słodu BERNARD. Właśnie temu piwerko ma zawdzięczać swój karmelowy i gorzki smak (a dziwne, bo myślałem że goryczka zależy tylko od chmielu?). Podobnie jak w opisanym poprzedniku, tutaj także skład znajdziemy zapisany dwukrotnie. Niestety w obu rubrykach pojawia się chmielowy ekstrakt...


    Od środka:

    Otwarciu czarnego Bernarda towarzyszy niewyraźny syk, który po przelaniu do kufelka zamienia się w gęstą, acz nietrwałą, brązowawo-szarą pianę. W zapachu dominuje delikatna czarna kawa i palony karmel (ale nie taki słodki, ino raczej intensywno-gorzki, bez dodatku cukru). Pora powiedzieć kilka słów o smaku tego ciemnobrązowego stouta. Pierwszy łyk okazał się bardzo gorzki, jednak to uczucie z każdym kolejnym łykiem się zmniejszało. Z czasem dało się wyczuć coś co przypisałbym do kwaśnych, suszonych jabłek, delikatnie przypalonych nad piecem. Ten aromat był wyczuwalny do samego końca, lekko przemieszując się z coraz słabszą, zanikającą goryczką i karmelowym posmakiem.

    Podsumowanie:

    Zasiadając do tego Bernarda po wyjątkowo obiecującymBernardowskim Jantarowym Leżaku, miałem wyjątkowo wysokie wymagania, które niestety nie do końca zostały spełnione. Spodziewałem się chyba czegoś bardziej gorzkiego i nieco mocniejszego w smaku. W dodatku, trochę zaczęły mnie irytować te kwaśne posmaki. Biorąc jednak pod uwagę, że jest to już któryś Bernard, który próbuję i wszystkie pozostałe były bardzo dobre, zrzucam to na karb rozregulowanego smaku po ostatnim rajdzie, albo chwilowej niedyspozycji kubków smakowych. Bernard to marka, której na pewno należy dać drugą szansę i jak tylko będę miał okazję, zasiądę do niego ponownie. Na dzisiaj - dając duży kredyt zaufania (szczególnie biorąc pod uwagę szereg zdobytych złotych medali (łącznie z pierwszym miejscem na World Beer Awards w 2011), wstrzymam się od oceny - wrócę tu z następną butelką i wtedy wydam swój werdykt.


    czwartek, 24 maja 2012

    Spiżowe Ciemne - Spiż po raz trzeci!

    Spiżowe Ciemne miałem okazję spróbować już któryś raz. Teraz przy okazji pobijania Światowego Rekordu Guinessa w graniu na gitarach na wrocławskim rynku. Dla jasności - rekord został pobity (jupi!), a ja na tym instrumencie ni w ząb grać nie potrafię. Jednak dzięki przyjaciołom, którzy odpowiednio układają gitarowe chwyty i pozwalają mi dokładać rękę tylko do strun, pobicie rekordu stało się dla mnie (a nawet dla mojej córy!) możliwe :)

    Dziękuję im z tego miejsca!

    Pobyt we Wrocławiu większą paczką pozwolił mi na wprowadzenie w życie planu, z którym od dość dawna się nosiłem - stworzenia elektronicznego opisu piwka - takiego przy kuflu, na świeżo w knajpce, z dyktafonem. Następnie nagrania takie mogę sobie na spokojnie w domu przesłuchać, wyłuskać z nich najważniejsze informacje i na tej podstawie stworzyć dla Was kolejny opis. Win-win situation!
    Jednym z pierwszych opisywanych w ten sposób piwek było właśnie Spiżowe Ciemne, a w stworzeniu tego wpisu dzielnie pomagali mi Monia z Bodziem!


    Fakty:

  • Piwo ciemne z browaru Spiż we Wrocławiu
  • Cena: 10 złotych za pół litra
  • Do 6.2% alkoholu, 12-15% ekstraktu
  • Niepasteryzowane, niefiltrowane

    Z zewnątrz:

    Spiżowe Ciemne zostało podane w prostej, ale fajnej szklance. Minus za to, że identyczne szklanki są używane zarówno do piw ciemnych, miodowych, a nawet pszenicznych. Drugi minus za to, że z powodu nadmiaru gości zabrakło, obecnego zawsze i niejako kojarzonego z tym miejscem, chleba ze smalcem. Sorry, ale chyba można przewidzieć, że w długi weekend majowy pojawi się dużo ludzi i jakoś odpowiednio na ów fakt się przygotować.


    Zdjęcie zostało zrobione w dniu, kiedy zapasy smalcu i chleba zostały już uzupełnione. Nagranie powstawało natomiast wieczorem kilka dni wcześniej - wtedy smalec zdążył już niestety "wyjść"...
    Od środka:


    MARIAN: Spiżowe Ciemne pachnie trochę jak kawa. Taka mocna, niesłodzona i niezabielana. Chociaż może nawet bardziej niż kawę, czuć tam cukierki Kopiko. Po zamotaniu piwem, nie uraczymy na nim piany, nic się tam nie pojawia. Piwko jest średnio wysycone, trochę gryzie pod językiem, ale też nie za bardzo. Jest zbyt ciemne, żeby powiedzieć coś o jego nagazowaniu - nijak nie byłem w stanie dostrzec bąbelków CO2. Jeśli chodzi o smak, to bez niespodzianek - wyczujemy dokładnie to samo co w zapachu. [W tym momencie podczas degustacji, zaczęła mnie męczyć czkawka, więc dalsze odszyfrowywanie nagrania było nieco utrudnione, ale dałem radę!]. Jak na ciemne piwo za którymi nie przepadam, Spiżowe wypada całkiem nieźle. Niestety, poza naleciałościami kawy i Kopiko, nie znalazłem tam nic chmielowego, ani słodowego. Trochę tak jakby człowiek pił pół na pół kawy z wodą. Sami przyznacie, że jak na piwo, to za słaby wynik. W połowie kufla, piana już całkowicie opadła, zostawiając jedynie meszek na szkle. Smak w zasadzie się nie zmienił - zyskał jednak trochę na słodowości i czegoś w rodzaju suchości.
    MONIA: podzieliła moja obserwację, związaną z brakiem jakiejkolwiek piany na tym trunku. W zapachu wyczuła bardzo intensywną kawę i spalony, domowy karmel. Przed pierwszym łykiem, Monia lojalnie ostrzegła, że nie jest fanką ciemnych piw, więc przez to jej ocena może być zaniżona. W smaku nie wyczuła dużo goryczki (co ciekawe - więcej wyczuła w piwie miodowym...). Pomimo, że w zapachu był wyczuwalny karmel, w smaku nie znalazła nic słodkiego. Wyraźnie jednak zarysował się aromat kawy, szczególnie na chwilę po wypiciu. Jak zapytałem Monię o ocenę Ciemnego Spiża, to przypominając raz jeszcze że ciemnych piw generalnie nie lubi, wystawiła 1 kufelek.
    BODZIO: był bardzo oszczędny w słowach, opisując smak Spiżowego Ciemnego - stwierdził, że smakuje jak czeska Kofola i niestety nie udało mi się z niego wydusić ani jednego słowa więcej...

    Podsumowanie:

    Reasumując, po wypiciu 1/5 Spiżowego Ciemnego zacząłem żałować, że wziąłem go w wersji dużej, płacąc za niego 10 złotych! To za dużo jak na takiego browarka, tym bardziej biorąc pod uwagę, że przemiał ludzi jest tu taki, że wątpię aby Spiżowe było wyrabiane tak samo, jak jeszcze kilka lat wcześniej. Jakość opuściła się wyraźnie w dół. Mimo to, ze wszystkich piw, które spróbowałem w tym browarze, Ciemne wypadło najlepiej i byłby to chyba jedyny rodzaj, po który sięgnąłbym ponownie. Smutna (a może nie taka smutna!) prawda jest taka, że przez te miesiące prowadzenia Jasnego Pełnego spróbowałem tak dużej ilości różnych, fantastycznych piw, że dopiero teraz pomału przeglądam na oczy i widzę, że oceny dane Spiżowemu Jasnemu i Miodowemu były mocno zawyżone... Przy Ciemnym takiego błędu nie popełnię - 5 kufelków to jest max, na co jestem w stanie się zgodzić.