Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lager. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lager. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Orkiszowe z czosnkiem

Kolejna wtorkowa degustacja z Monią miała miejsce niecałe 3 miesiące po Halloween. Ale, że lepiej dmuchać na zimne, na wszelki wypadek postanowiliśmy się zabezpieczyć przed nagłym atakiem Draculi, bądź innych dziabągów marzących o naszych ponętnych szyjach. Na tapetę przyszło piwo, o którym na pewno nie można powiedzieć, że jest jednym z wielu. Nie można również powiedzieć, że wśród piwoszy przechodzi bez echa. Każdy, kto chociaż na chwilę zatrzyma się przy sklepowej półce, na pewno zwróci uwagę na dzisiejszego bohatera, a jest nim Orkiszowe z Czosnkiem. I pewnie, jak już ktoś się zatrzyma przy tej półce, to i do koszyka wrzuci. Z czystej ciekawości. Albo z ochrony przed dziabągami, rzecz jasna! Tak czy siak, serdecznie zapraszamy do kolejnej lektury o tym niecodziennym trunku. Czy połączenie piwa z tak mocną i aromatyczną przyprawą może przynieść ciekawy i zadowalający efekt? To okaże się już niedługo...

Fakty:

  • 5.1% alkoholu, 12.5% ekstraktu
  • Producent: Browar Kormoran z Olsztyna
  • Gatunek: Lager "czosnkowy" :)
  • Piwo niefiltrowane, pasteryzowane


  • Z zewnątrz:

    "Trzymasz w ręku trzecie piwo z serii Orkiszowych. Tym razem odważnie dodaliśmy CZOSNEK! Nasz rodzimy, polski czosnek, wyhodowany specjalnie dla nas na Warmii. Jak unikalnym piwem jest Orkiszowe zapewne już wiesz, a o właściwościach czosnku wie każdy... ale jak smakuje tak piorunująca mieszanka nie da się opisać. Po prostu musisz tego spróbować!" - tak browar Kormoran zachwala swoje piwo na rewersie butelki. Chyba mają trochę racji, pisząc że trzeba tego spróbować, bo co z kimś rozmawiam to się mnie pyta, czy piłem już to "piwo z czosnkiem"? Wracając jednak do tradycyjnego opisu etykiet - całość utrzymana w stylistyce rycinowej, przyjemnej dla oka. Font użyty do opisów też jakiś taki ładny, koślawy. Na przodzie trzy główki czosnku, nazwa i skład (woda, słód jęczmienny 55%, orkisz 45%, czosnek, drożdże i chmiel). Na krawatce podkreślenie, że produkt został tradycyjnie uwarzony na Warmii i Mazurach.



    Od środka:

    Marian
    Monia
    „Ale siki!” wyrwało się z mojej gardzieli podczas przelewania Orkiszowego do szklanki. Bo faktycznie – mętny, słomkowo-jasnożółty kolor, przykryty bieluteńką, drobnopęcherzykową pianą zwiódł mnie błyskawicznie na to porównanie. Przez zamącony płyn udaje się dostrzec nieliczne bąbelki gazu, które jednak mocno wysycają piwo co raz szczypiąc w język. W zapachu bez niespodzianek – wali czosnkiem tak, że Dracula by zwiewał w podskokach. I trochę szkoda, że ten zapach w zasadzie zabija wszystko inne – bardzo ciężko jest tutaj dopatrzeć się jakichkolwiek innych nut aromatycznych. Może gdzieś w tle pojawi się czasem coś słodowego, ale zaraz potem w nozdrza na nowo uderzy świeżo wyciśnięty czosnek, który spowoduje automatyczne odsunięcie ręki ze szklanką od nosa. W smaku sprawa ma się nieco inaczej. Wampiryczna przyprawa nie jest już aż tak bardzo dominująca, pozostawiając trochę miejsca na wyczucie bazy Orkiszowego. A ta jest słodkawa, pełna, lagerowa ale bez ulubionych przeze mnie goryczkowych nut chmielowych. Bez rewelacji...
    Piwo czosnkowe? Marian, nie wiem skąd to wziąłeś, ale udam, że lubię wyzwania i spróbuję. Korzyść będzie z tego najwyżej taka, że wampiry się do mnie nie zakradną w nocy. No to zacznijmy ten, póki co, absurdalny, piwny eksperyment. Barwa intensywnie słomkowa, a na niej piana niczym kołderka – gęsta, pokrywająca grubą warstwą taflę Orkiszowego. Nie jestem pewna czy mam pod ręką świeżo wyciśnięty praską czosnek, sos czosnkowy do pizzy, czy faktycznie oczy mnie nie mylą i to jest najprawdziwsze piwo. Bez dwóch zdań aromat czosnku przyćmiewa wszystkie inne, potencjalnie mogące się przebić, zapachy. Uff… przyszła kolej na skosztowanie. Nie wiem czego się spodziewać, ale… raz się żyje! Chlip… udało się! Nie zostałam na wstępie odrzucona smakiem tej charakterystycznej przyprawy, najpierw natomiast poczułam smak piwa, dopiero za chwilę resztę nut smakowych. Cale szczęście, że kolejne łyki nie wzmacniają czosnkowych doznań, smak ten przebija się bowiem subtelnie, nie narzucając się zbytnio. Pozostaje jednak na tyle wyrazisty, że nie pozwala mi wyczuć bardziej zróżnicowanych walorów tego piwa. Stwierdzam wyłącznie, że piwo ma ciut słodki smak. Jest ciekawie.


    Podsumowanie:

    Marian
    Monia
    Orkiszowe z czosnkiem zdegustowałem w ramach eksperymentu. Wiedziałem czego się po nim spodziewać, ale za cel postawiłem sobie sprawdzenie, czy jeżeli udałoby się oddzielić smak i zapach czosnku, to czy to co nam zostanie będzie dobrym i pijalnym piwem. Niestety, ale tak się nie dzieje. Po raz kolejny mamy do czynienia ze zbyt słodkim lagerem, gdzie z trudem zmusiłbym się do kolejnej butelki. Tym razem jednak jest on połączony z aromatem czosnku, który nadaje mu... no właśnie czego? Na pewno intrygującej nuty, dzięki której prawie każdy konsument sięgnie po to piwo na sklepowej półce. I chyba o to musiało chodzić Kormoranowi – wypuścić piwo, które się dobrze sprzeda, ale które (zapewne) nie będzie w najbliższym czasie kontynuowane. Ja nie mówię, że to źle! Fajnie było zobaczyć, że piwo da się połączyć z tak ekstrawaganckim dodatkiem, jakim jest czosnek. Mnie to jednak absolutnie nie przekonało. Daję 2 kufelki, ale za to obiecuję, że jeżeli kiedykolwiek Kormoran wypuści piwo z dodatkiem kabanosa, jajka na twardo, albo mielonki – będe pierwszy pod sklepem, żeby spróbować jak to smakuje. Do tego samego zachęcam Was – z czystej, ludzkiej ciekawości warto sięgnąć po Kormorana z Czosnkiem.
    Wielka ciekawość zakończyła się równie ciekawymi doznaniami i niemałym zaskoczeniem. Po wyrazistym czosnkowym zapachu spodziewałam się równie, a może nawet bardziej, intensywnego smaku. Tutaj pojawiła się pierwsza niespodzianka – Orkiszowe z czosnkiem jest mniej smakowe, niż zapachowe. Po drugie oczekując piwa ostrego, smakującego przyprawami dostałam lekko słodki trunek. Poza tym, podczas degustowania, zaciągając się aromatem, smak wzmacnia się i potęguje czosnkowe doznania. Ha! Naprawdę powstało piwo czosnkowe! I ja, wielbicielka czosnku, mogę spokojnie stwierdzić, że nie jest to połączenie doskonałe, a czosnek powinien niezmiennie iść w parze ze szpinakiem, karkówką i kurczakiem, a nie z naszym ukochanym złocistym trunkiem. Niemniej doceniam odwagę producenta oraz zupełnie wyjątkowy i niepowtarzalny charakter piwa, które wcale nie jest takie niepijalne, jak można się było tego spodziewać. Ode mnie 4 kufelki za pomysłowość i zaskakujące doznania.



    sobota, 19 stycznia 2013

    Bosman - od Moni i z Monią

    W ostatnie wakacje Monia wraz z dwójką znajomych wybrała się w podróż po Polsce naszym nadzwyczajnym PKP. Celem wycieczki było Polskie wybrzeże, na którym zarówno z jej relacji, jak i tych zamieszczonych na nonsensopedii można łatwo wywnioskować, że króluje piwo marki Bosman. Na szczęście znalazła nieco miejsca w swoim plecaku, żeby przywieźć jednego Fulla do wspólnego przetestowania. Tym samym rozpoczynamy cykl wspólnych mini-degustacji (jeżeli uważnie śledzicie JasnoPełny profil na facebooku to już pewnie wiecie jakich kolejnych piwek możecie się tu spodziewać). W najbliższy wtorek kolejna odsłona wspólnej oceny następych kilku browarków, zobaczymy co to przyniesie :). Tymczasem - gorąco zapraszam do lektury o naszym nadmorskim koledze.
    "Bosman, weź się sam przedstaw!"
    "Cześć - to ja, Bosman Full ze Szczecina..."


    Fakty:

  • 5.7% alkoholu, zawartości ekstraktu nie podano, ale z tego co udało się wyczytać to 12.5%
  • Producent: Bosman Browar Szczecin, wykupiony przez Carlsberg Polska
  • Gatunek: Lager
  • Cena: nie więcej niż 2.50zł

  • Z zewnątrz:

    Na etykietach Bosmana bezsprzecznie dominuje biel z czerwienią - jak patriotycznie! PRAWIE wszystkie teksty są umieszczone po polsku, z jednym wyjątkiem - na krawatce znajdziemy informację, że browar funkcjonuje "since 1848", chociaż wikipedia podaje datę trzy lata wcześniejszą. Na głównym papierku przeczytamy również, że piwo ma "doskonały, głęboki smak" - to akurat już wkrótce sprawdzimy. Widnieją tu też trzy pseudomedale - jeden to złoty medal Monde Selection z Brukseli, przykryty drugim, różą wiatrów. Trzeci to emblemat z Chmielaków Krasnostawskich, ale bez informacji czy Bosman zajął tam jakiekolwiek miejsce. Kontretykieta to standardowy standard - trochę marketingowego bełkotu, mocno nakierowanego na szczeciński regionalizm. Potem trochę informacji o piwie i producencie i przekreślone kluczyki do Punta.



    Od środka:

    Marian
    Monia
    Piwo jest w zasadzie całkowicie pozbawione bąbelków gazu. Mimo to przykrywa się średniej wysokości pianą o sporych „oczkach”. Brak gazu nie przeszkadza mu również się „podniecić” – po zamieszaniu kufla, na nowo przykrywa się białą czapą. Euforia nie trwa jednak długo – piana szybko zmienia się w szczelnie przykrywający powierzchnię płynu kożuszek, który chyba zostanie z nami dłużej. Może nie ma się co czepiać – w końcu piana jest, nie znika całkowicie. Mogłoby być lepiej, ale i tak jest ok. Zapach to dominacja słodu. Dopiero po głębszym zanurzenia nosa udało mi się wyczuć jakieś delikatne aromaty trawy, ale i fuzzle mocniejszych alkoholi. Smak to przeraźliwa słodycz. Nie taka jak w piwach świątecznych oczywiście, ale taka że, aż w moim odczuciu nie przystoi lagerowi. Na próżno szukać tu aromatów chmielu – słodowa słodkość jest tu najbardziej dominująca.
    Kolor piwa przywodzi na myśl piękny polski bursztyn. Nie bez kozery piwo to związane jest z morzem, niestety jedynie z nazwy. Klarowność i intensywność koloru tego piwa to dla mnie duże plusy. Miła dla oka śnieżna piana wzburza się intensywnie, jednak równie intensywnie opada. Zapach poprawny, ale nie charakterystyczny, brak w nim wyczuwalnych indywidualnych nut. Ale nie ma się co dziwić, to piwo dostępne na każdym bałtyckim deptaku i w każdym osiedlowym sklepie wybrzeża, stąd spełniać ma uśrednione oczekiwania przeciętnego Kowalskiego. Spróbujmy więc czy równie zwyczajnie smakuje. Tu całkiem miłe zaskoczenie, napój ten jest wyjątkowo orzeźwiający i wprowadza świeży powiew w typowo koncernowe piwa. Mimo to smak nie jest wyrazisty i nie powoduje zachwytów oryginalności. Jest słodki z prawie niezauważalną nutą goryczy.



    Podsumowanie:

    Marian
    Monia
    Opisując Bosmana próbowałem postawić się w typowej sytuacji, w jakiej miałbym go okazję spróbować w jego „naturalnym środowisku”. Są wakacje – zimne polskie morze, ale piękne bo czas urlopu. Gdzieś na jednej z mniej zatłoczonych plaż udaje mi się przemycić siatkę z browarami, żeby w spokoju ze znajomymi zagrać w karty. Otwieram Bosmana... I co? I jestem szczerze rozczarowany. W gorący dzień szukam czegoś goryczkowego, orzeźwiającego, hardego jak marynarz na walczącym z falami kutrze rybackim. A co dostaję? Podstarzałego kapitana rowerka wodnego, dryfującego w pobliżu mielizny. Słodkość Bosmana przesłania wszystko inne – spodziewałem się czegoś zdecydowanie innego. Będąc nad morzem musiałbym znaleźć jakąś mega promocję, żeby dać się przekonać do ponownego zanurzenia języka w Bosmanie. Ale mi porównanie wyszło :) Generalnie – piwo bardzo podobne do wrocławskiego Piasta, ale co się dziwić – oba produkowane przez ten sam koncern...

    Kufelków tyle, ile ludzi pomieści trzyosobowy kajak...

    Bosmana z pewnością warto spróbować spędzając urlop nad Bałtykiem, to piwo jest tam sprzedawane odkąd pamiętam, a „nad morze” (czyż to nie brzmi naturalniej, niż doniosłe „na wybrzeże”) jeżdżę od zawsze. Może to z poprawności tego piwa, a może z sentymentu do polskiego wybrzeża i delektowania się tym trunkiem za każdym razem, gdy zawitam nad Bałtyk, wystawiam mu 6 kufelków.






    wtorek, 15 stycznia 2013

    მთიელი Mtieli - prosto z Gruzji :)

    Jakiś czas temu para moich znajomych - Monia (którą każdy bywalec Jasnego Pełnego zna już bardzo dobrze) i Jacek (którego serdecznie i oficjalnie zapraszam do wykorzystania swojego ciętego języka na moim blogu) byli w Gruzji. Jakieś 2500 km stąd zwiedzali malownicze miasteczka, hasali po górskich szlakach i zajadali się gruzińskimi specjałami. Na szczęście znaleźli też nieco czasu na degustację tamtejszych złocistych trunków, a co jeszcze przyjemniejsze - na to, aby zakupić jedną butelkę gruzińskiego "specjału" i przytaszczenie jej do Polski, aby na zawsze zawisła na stronach Jasnego Pełnego. Dziękuję Wam za to! Monia na moją prośbę skrobnęła co nieco na temat naszego dzisiejszego bohatera, jak i całościowego, gruzińskiego, piwnego świata. Zapraszam Was serdecznie do czytanki!



    Nazwa: მთიელი - tłum. „góra”

    Ten gruziński trunek wszedł na rynek piwny tego niewielkiego kraju Zakaukazia w oparciu o tradycyjne receptury, dzięki czemu wyróżnia się silnym, bogatym smakiem oraz łagodną goryczką. Odróżniać to ma go od innych i tworzyć specyficzny charakter tego piwa z gór. Mtieli to początek prawdziwej, gruzińskiej, przemysłowej produkcji piwa.

    Niestety ze względu na skąpość informacji na temat Mtieli rozpiszę się nieco na temat gruzińskiego piwa w ogóle. Mało kto spodziewa się usłyszeć o rozbudowanym rynku piwnym Gruzji. A jednak – działa tam wiele browarów, które warzą przeróżne gatunki piw, od jasnych, przez ciemne i pszeniczne, na marcowych kończąc. Powszechnie znane są dwie duże firmy: Zedazeni oraz Natakhtari.

    Natakhtari jest browarem młodym, bo założonym zaledwie w 1991r. nieopodal stolicy, Tbilisi. Lokalizacja nie została wybrana przypadkowo, największy wpływ na nią miało czyste, naturalne otoczenie, bliskość stolicy oraz przede wszystkim unikalna źródlana woda Natakhtari. W 2008r. browarem zainteresowała się grupa EBI* (Efes Breweries International) nabywając jego udziały w całości. Natakhtari prężnie rozwija się zajmując obecnie ponad 65% rynku piwnego Gruzji. Firma oferuje 6 marek piwa: Natakhtari, Karva, Mtieli, Kaizer, Efes i Miller i 2 sub marki: Natakhtari Kasris i Natakhtari Extra oraz 7 rodzajów napoi, niezmiernie popularnych wśród Polaków lemoniad (w tym estragonowej), które są eksportowane również do Polski.

    Okazuje się, że w Gruzji działa także rynek browarów regionalnych i restauracyjnych. I tak znajdziemy np. browar Taglaura na obrzeżach Tbilisi, gdzie obok tradycyjnych (a zarazem wybitnie przepysznych) pierożków chinkali wypijemy uwarzone na miejscu piwo. W stolicy natknąć się można na kolejne dwa browary restauracyjne: Bavarian Brauhaus oraz Mirzaani Brewery. Warto wspomnieć również o Tower Brewery z Batumi, gdzie browar restauracyjny powstał na jednej z plaż tego czarnomorskiego kurortu. Regionalnych warzelni również nie brakuje: Ozurgeti Pivozavod, Batumi Pivozavod (ze znanym na wybrzeżu piwem Batumuri), Pivozavod AIA w Kutaisi (proszący się niestety o modernizację). Na uwagę zasługują też browary przemysłowe, jak JSC Kazbegi na przedmieściach Rustavi, czy Castel Sakartvelo z Tbilisi. To jedynie przykłady tego, co Gruzja zaoferować może smakoszom piwa, niewielkie lokalne browary i piwo warzone w knajpkach pozostaje wciąż do odkrycia…

    *ta turecka spółka składa się dziś z 16 browarów w Turcji, Rosji, Kazachstanie, Mołdawii, Gruzji i Serbii; najbardziej popularny produkt EBI to holenderskie piwo Efes Pilsner
    Reklama Mtieli (jeden z bardzo nielicznych materiałów, które udało się znaleźć na temat tego piwa)


    Fakty:

  • 5% alkoholu, 12% ekstraktu
  • Gatunek: lager
  • Producent: Natakhtari Brewery (chociaż na ich stronie nie znajdziecie o tym wzmianki)

  • Z zewnątrz:

    Powiem Wam uczciwie, że przez chwilę przez moją głowę przebiegła szalona myśl - może by przeklepać gruzińskie szlaczki do google translate, żeby wiedzieć co autor miał na myśli? Jednak już po przepisaniu samej nazwy მთიელი, zrozumiałem że tej myśli trzeba się jak najszybciej stamtąd pozbyć. Tym razem, moi drodzy, muszą wystarczyć Wam tylko zdjęcia :)


    Od środka:

    Piwo przykrywa się grubą, drobno-pęcherzykową pianą, która nawet nie myśli o tym, żeby dopuścić nas do piwa właściwego. Opadając i po każdym łyku pozostawia na szklance mało wyraźne pierścienie. W ciemnozłotym płynie znajdziemy maluteńkie, pojedyncze bąbelki gazu. Zapach niestety nie zwiastuje nic dobrego - skunksikowi bardzo upodobała się zielona butelka i najprawdopodobniej zbyt długa ekspozycja na promienie słoneczne. Smak jest przez to również trochę zniekształcony. Co prawda znajdziemy tu delikatną goryczkę, ale to wszystko jest takie trochę mętne i "spocone". A im dalej w butelkę - tym piwo jest coraz bardziej nijakie i pozbawione jakichkolwiek walorów smakowych.

    Podsumowanie:

    Najmocniejszym punktem tego piwa jest niezaprzeczalnie piana. Gęsta, gruba pierzyna jest tym, na czym można zawiesić oko. Niestety, ale im bliżej nosa i ust, tym jest gorzej. Po drugą butelkę bym nie sięgnął i nikomu bym jej nie polecił, chociaż oglądając na zdjęciach Moni i Jacka niesamowite, gruzińskie widoki jestem w stanie w to uwierzyć, że na wycieczce w tak przepięknych górach, nawet takie cuś może smakować. Kufelków między 2, a 3 z tendencją na tróję. Za pianę.

    Moniu i Jacku - BARDZO Wam dziękuję, że pomyśleliście o mnie na swojej podróży przedślubnej. Jest mi niesamowicie miło, że chciało Wam się specjalnie dla mnie targać przez pewnie ponad 2000 kilometrów, i nie wiadomo ile lotnisk i dworców, tą butelkę. Nie miejcie do mnie żalu za niską ocenę. W ramach rekompensaty - zapraszam na degustację mojej pierwszej "Marianowej pIPY" i "Białego Marianka" :)






    środa, 26 grudnia 2012

    Tarnowskie, od samego Al Capone

    Tarnowskie, czy cementowe buty - wybór należy do Ciebie!

    Jakiś czas temu, jeszcze na ładnych kilka tygodni przed świętami zostałem poproszony o poddanie ocenie i wpisowi piwa, które zostało uwarzone specjalnie dla sieci sklepów Al Capone z Tarnowa. Przestraszony nieco nazwą sklepów :) grzecznie zapytałem co mam zrobić, jeśli opinia będzie niepochlebna. Na szczęście zostałem uspokojony, że w najgorszym wypadku mój blog zostanie zdjęty z sieci - widać dzisiejsza mafia albo jest bardziej życzliwa dla swoich petentów, albo cierpi na niedobór cementu :). Jakoś przed samymi świętami do moich drzwi zapukał kurier z butelką piwa Tarnowskiego, owiniętego w plakat (teraz nie pamiętam już czego) i koszulkę firmową ze sklepu Al Capone. Koszulka w rozmiarze XXL, więc podaruję Wam mój widok w tunice i skupię się na drugiej, płynnej części prezentu. Bądź co bądź, zapraszam do lektury :).


    Fakty:

  • Gatunek: "prezentowy" lager, jasne pełne
  • 12% ekstraktu, 5.5% alkoholu
  • "Wyprodukowane na zlecenie Dionizos Radom (...), dla Al.Capone Specjaliści od alkoholu"
  • Cena w promocji na stronie - 2.99 zł
  • Pasteryzowane

  • Z zewnątrz:

    Tarnowskie zostało rozlane do standardowych, brązowych butelek, zwieńczonych prostym mętno-złotym kapslem bez żadnych nadruków. Etykiety są utrzymane w ładnej, szaro-czarnej, rycinowej kolorystyce. Na frontowej znajdziemy tarnowski Ratusz, razem z rokiem lokacji miasta - 1330. Jest tu też coś na kształt rozpołowionego herbu - lew z jakąś gwiazdką, ale nie udało mi się nigdzie znaleźć co to dokładnie jest - mam nadzieję, że prezentodawca po przeczytaniu tego wpisu, napisze nam w komentarzu czym owe lwy są. Krawatka jest mała i schludna - nazwa i kolejny ratusz. Na kontretykiecie płachta na Mariana - "klasycznie warzone, według tradycyjnej receptury"... Marketingowy bełkot, którego nienawidzę. Znajdziemy tu również informację o zwrotności butelki (trzeba za to dać duży plus!), skład (woda, słód jęczmienny, chmiel) i temperaturę, w której Tarnowskie czuje się najlepiej przy przechowywaniu (2-16 C).


    Od środka:

    Tarnowskie po przelaniu do kufla przykryło się piękną, grubą, białą pianą, trwałą na tyle, że udało się ją uwiecznić na zdjęciu. Złote piwo jest średnio wysycone gazem. W zapachu w pierwszej chwili zdominował przyjemny aromat chmielowy, potem pojawiły się nuty słodowe i kukurydziane (o tym za chwilę w podsumowaniu). Smak to przyjemny, i orzeźwiający lager, delikatna goryczka z wyraźnym posmakiem słodowym. Niestety, tutaj również pojawia się puszkowa kukurydza (i o tym też za chwilę). Generalnie - nawet przyjemne to do picia, nie wykręca i spokojnie można dopić butelkę do końca.

    Podsumowanie:

    Na wstępie, bardzo dziękuję Al Mikołajowi z Tarnowa za prezent. Zarówno za piwko, którego pewnie w Krakowie nie dostanę (Święty - proszę mnie skorygować w komentarzu, jeśli się mylę), jak i za koszulkę, która z racji swoich rozmiarów zostanie pewnie moją nową pidżamą. Wracając do piwa, pozwólcie że przez chwilę zwrócę się bezpośrednio do Al'a. W jednym z maili Al napisał że po "Tarnowskim cudów się nie spodziewa, ale jak na warunki naszego małego miasta myśli że jest ok" - i nie ukrywam, dla mnie to piwo jest ok, całkiem przyjemnie mi się go piło, ale to nie znaczy, że powinieneś zasiąść na laurach. Jeżeli udało się wprowadzić na rynek jedno dedykowane piwo, to może warto by zakasać rękawy, pozbyć się wad z Tarnowskiego i pomyśleć nad czymś kolejnym, jeszcze bardziej unikatowym? W końcu Tarnów nie jest aż tak małym miastem (114 tys. mieszkańców), w porównaniu z na przykład Białogardem (25 tys. mieszkańców), w którym za sprawą Piwomanów, piwna rewolucja nabiera wyraźnych kolorów. Jestem przekonany, że z potencjałem takiej sieci sklepów jaką macie, jesteście w stanie zajarzyć kolorowym punktem na mapie interesujących dla polskiego piwosza miejsc w kraju.

    Ale żeby nie było aż tak wazelinowo i żeby niniejszy post miał dodaną wartość dydaktyczną - obiecany przed chwilą fragment o zapachu i smaku kukurydzy z puszki. Otóż, aromaty takie, to nic innego jak związek chemiczny zwany dimetylosiarczkiem (w skrócie DMS). Trzeba mieć świadomość, że związek ten występuje w większości piw, ale ze względu na swój niski prób wyczuwalności (żeby wyczuć kukurydzę, wystarczy już około 150 cząsteczek DMSu na miliard cząsteczek piwa!). Im piwo jest bardziej aromatyczne, tym związek jest trudniej wyczuwalny. Lagery mają tą wadę, że nie dysponują arsenałem zapachów i smaków, stąd kukurydza jest tu najprostsza do znalezienia. DMS powstaje w trakcie gotowania brzeczki, ale zazwyczaj "ucieka" w formie pary. Jeżeli gotujemy brzeczkę pod przykryciem, lub zbyt długo chłodzimy nasze młode piwo, wartość DMSu będzie większa (podobno każda godzina "przetrzymywania" gorącej brzeczki zwiększa ilość DMSu o 30%).


    czwartek, 7 czerwca 2012

    Biało-czerwone z Van Pura

    Nie od dzisiaj wiadomo, że Polaków ogarnął szał Euro! Ciężko wyobrazić sobie przedmiot, którego nie dałoby się kupić w biało-czerwonych barwach. Moim faworytem jest bezalkoholowe "piwo" Hunde Bier o smaku wołowiny. Chociaż bezalkoholowe, to podobno świetnie się nadaje do wspólnego kibicowania ze swoim czworonożnym przyjacielem. Jednak nie martwcie się - pomysł spróbowania i opisania Hunde Biera zarzuciłem zaraz po tym, jak przeczytałem, że jest bezalkoholowe :) Dzisiejszy post będzie o innym bohaterze. Ale zanim o nim, to kilka słów o tym, co może interesować wszystkich kibiców-piwoszy w kraju. Jak to będzie z tą dostępnością naszego ulubionego złotego trunku na stadionach i poza nimi?

    Na początek zła wiadomość - UEFA jest nieugięta i nie wydała zgody na sprzedaż piwa (chyba, że bezalkoholowego) na stadionach. Wyjątek stanowią loże VIP-owskie, gdzie będzie można raczyć się zarówno browarkami, jak i mocniejszymi alkoholami. Jeżeli chodzi o strefy kibica, to tutaj decyzja należy do miast organizatorskich, ale nawet jeżeli wydadzą opinię pozytywną, to w myśl obowiązującej ustawy, nie wypijemy tam piwa o zawartości alkoholu więcej niż 3.5%. Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jedno ograniczenie - w strefach kibica wypijemy tylko piwo marki Carlsberg - oficjalnego sponsora turnieju. Kolejną złą wiadomością jest cena - szacuje się, że za 3.5% piwo w plastikowym kubku będzie trzeba zapłacić aż 10 złotych!

    Obowiązkowy zestaw kibica dla taty i córy

    Fakty:

    • browar: Van Pur S.A.
    • gatunek: lager
    • 5.0% alkoholu, b.d. dot. ekstraktu
    • cena: 2.39 zł.
    • piwo pasteryzowane, w stalowej puszce

    Z zewnątrz:

    Opakowanie piwa jest wyjątkowo proste do opisania. Biało-czerwona kolorystyka całej puszki (warto zaznaczyć, że stalowej!) przewija się ze złotymi wykończeniami. Nie znajdziemy tu żadnych marketingowych sloganów, ani ponadmiarowych informacji, poza "sprawdzona receptura, świeży aromat piwa". Całą resztę możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach.


    Od środka:

    Pierwsza obserwacja po otwarciu puszki - tak jakby piwko nie było dolane do samego końca, jakby trochę brakowało. Ale mogę nie mieć racji - w końcu piwa puszkowe pijam ostatnimi czasy bardzo rzadko, a jeszcze rzadziej przyglądam się ich faktycznej objętości. W szklance, po przelaniu pojawia się gęsta biała czapa - całkiem ładna, po chwili obniża się do białego kożucha, żeby finalnie całkowicie zniknąć z piwa, pozostawiając jednolity żółty płyn. Razem z pianą znikają też bąbelki CO2. Nawet po zrobieniu dolewki z puszki, ich ilość się jakoś drastycznie nie zwiększa. W zapachu przeżyłem całkiem miłe zaskoczenie - czuć tutaj zarówno chmiel, jak i słód - całkiem poprawny zapach, ale bez dodatkowych aromatów i rewelacji. W smaku podobnie - ot normalny, przyzwoity lager - ni to słodki, ni to gorzki, taki neutralny.

    Podsumowanie:

    Sięgając po biało czerwone na sklepowej półce, przez moją głowę przebiegały myśli na temat zakończenia tego posta. Biorąc pod uwagę moje poprzednie doświadczenia z browarem Van Pur myślałem sobie, że to piwko, to nie będzie nic innego Donner, albo Barry's, jeno przelany do innej puszki. Miałem już przygotowane zakończenie postu "i oby Polacy wypadli na Euro lepiej niż biało czerwone". Teraz wypada mi to nieco skorygować, bo w puszce w naszych narodowych barwach dostaliśmy całkiem przyzwoite piwo. Nie jest zaskakujące w smaku, ani zapachu, nie wnosi na polski rynek w zasadzie nic nowego, ale myślę, że przy pewnym nakładzie na patriotyczne reklamy i konkurencyjnej cenie, miałoby szanse konkurować z produktami Grupy Żywiec i Kompanii Piwowarskiej. Dużym plusem jest małe nagazowanie piwa, co pozwala na pochłonięcie większej ilości puszek podczas dopingowania naszych chłopaków. Do boju Polska!



    wtorek, 22 maja 2012

    Harghita - i o zbawiennych skutkach kaca słów kilka!


    Dzisiaj początek będzie nietypowy, bo nie o konkretnie samym piwie, ale o tym jakie konsekwencje niesie picia piwa - zamotane co? Już śpieszę z wyjaśnieniami - według artykułu, na który się ostatnio natknąłem - bycie na kacu podnosi naszą umiejętność kreatywnego myślenia!

    Badania zostały przeprowadzone na prostym zadaniu - należało za pomocą przełożenia jednej zapałki, sprawić aby poniższe równanie było prawdziwe:
    IV = III + III

    Nie podam Wam poprawnej odpowiedzi, ale uwierzcie mi - nie jest ona trudna i 92% ludzi bez większych problemów ją rozwiązuje. Co więcej - 90% ludzi z uszkodzeniami mózgu, którzy mają problem ze skupianiem uwagi, również sobie z nią radzi.

    Weźmy teraz na tapetę drugą zagadkę:
    III = III + III

    Z tym, pozornie podobnym zadaniem radzi sobie już tylko 43% ludzi. Z drugiej grupy osób poddanych ćwiczeniu wynik spadł tylko o 8 punktów procentowych!

    Niestety, ale mówiąc skąd się bierze tak drastyczna różnica dla ludzi bez uszkodzeń mózgu, musiałbym również dać Wam bardzo mocną wskazówkę, jak powyższe równanie rozwiązać. Pozwólcie więc, że zamiast tego przejdę do drugiej części badań. Naukowcy z Albion College przepytali 428 osób, kiedy ich produktywność jest największa. Jak łatwo się spodziewać, większość z nich odpowiedziała, że rano. Następnie naukowcy zadali im niestandardowe pytania, wymagające kreatywności. Druga grupa pytań miała charakter analityczny, taki jak równania matematyczne o standardowym, liniowym sposobie rozwiązywania. Połowa ludzi została przetestowana rano, a druga połowa wieczorem. Na każde z zadań uczestnicy mieli 4 minuty czasu.

    Okazało się, że o ile czas testu nie wpłynął na wyniki problemów algebro-podobnych, o tyle dla problemów, wymagających kreatywności dużo lepsze wyniki osiągnęła grupa, odpowiadająca w godzinach późniejszych.

    Czas na ostatnie badania, tematyką najbardziej odpowiadające Jasnemu Pełnemu - naukowcy z Illinois przeprowadzili podobny test na kreatywne zagadki, między grupą studentów trzeźwych i tych po spożyciu alkoholu. Okazało się, że grupa "po" rozwiązała więcej zagadek w krótszym czasie! Co więcej - mniej spodziewane rozwiązania były znajdywane w ponad 30% więcej przypadków!

    Jaki z tego wszystkiego wniosek? W zasadzie są 2:
    1. Bycie zmęczonym, niewyspanym, lub na kacu podnosi umiejętność kreatywnego myślenia (a przynajmniej tak mówią naukowcy)
    2. Gdy następnym razem Wasz szef wyniucha wieczorną imprezę - zaproście go na Jasne Pełne - może dzięki temu Wam odpuści!


    Fakty:

    • 4.5% alkoholu, 10.3% ekstraktu
    • Rodzaj: pale lager
    • Producent: Heineken România

    Z zewnątrz:

    Opisując butelkę Harghity nie sposób nie zacząć od kapselka. Niby prosty, bo jest tu tylko nazwa piwa, ale każda literka, jest "podszywana" złotą czcionką, dając fantastyczne refleksy w świetle słońca. Z jednej strony prostota, ale z drugiej kapsel jest przemyślany i kunsztowny. Brązowa, standardowa butelka ma tylko dwie etykiety - krawatkę i główną. Na tej pierwszej znajdziemy coś na kształt logo - zamek Mikó, znajdujący się w mieście Miercurea-Ciuc. W tej samej miejscowości znajduje się browar produkujący Harghitę. Z rzeczy, które mogą się jeszcze rzucić w oczy to kukurydza w składzie. A poza tym to norma. Cała etykieta (jak widać na poniższym zdjęciu) utrzymana jest w czerwieni, zieleni i jasnym brązie. Całkiem przyjemnie to wszystko się komponuje.

    Od środka:

    Piwo przy otwieraniu nie wydało żadnego dźwięku i jak się później okazało, jedyna piana jaka się na nim pojawiła przypominała bardziej taką na lemoniadzie - bardzo pienista, sycząca, ale błyskawicznie opadająca. Piwko, które pozostało w szklance nie ma kompletnie żadnego gazu, ani żadnych bąbelków - może wynika to z odległości jaką musiało przebyć, żeby wpaść w moje łapki? W zapachu bardzo mocno zaakcentowany chmiel, ale po odstaniu zmienia się w słodowość. Dadzą się wyczuć delikatne nuty bananowe i kwiatowe. W smaku bez zaskoczenia - dużo chmielu, dające orzeźwiającą, nawet-średnio-intensywną (jak dla mnie) goryczkę. Tu też znajdziemy nieco bananów (chociaż dopiero po tym jak z ust zniknie nam smak goryczki). Finisz Harghity staje się nieco bardziej intensywny - zarówno pod kątem goryczki, jak i owocowości - całkiem przyjemnie te dwa smaki ze sobą współgrają.

    Podsumowanie:

    Łatwe podsumowania do napisania to takie, jeżeli opisuje się piwo, które czymś się wyróżnia - nieważne, czy to pozytywnym, czy negatywnym. Wtedy po prostu jest się czego uczepić i dzięki temu zwiększyć prawdopodobieństwo zapamiętania tego piwa po wsze czasy. Idąc powyższym tropem - Harghita nie jest piwem, w którym łatwo się pisze podsumowanie, bo nie ma tu nic, czego człowiek by nie pamiętał z innych piw. Głównie to ten gorzki aromat i brak gazu popchnąłby mnie, żeby sięgnąć po Harghitę po raz kolejny (i nie myślcie sobie, że nie lubię piw z obfitą pianą - te wprost uwielbiam, ale chciałbym po prostu stwierdzić, czy brak czapy na tym piwku to wynik długiej drogi, czy jednak producent o tym zapomniał. Reasumując - piwko jest niezłe, a dodając do tego kapselek, który będzie chyba jednym z ładniejszych w mojej kolekcji - zasługuje na 6 kufelków!




    Jareczku - po fantastycznych piwach ze Stanów i Meksyku, tym razem dostałem od Ciebie prezent z Rumunii - bardzo Ci za to dziękuję!!


    niedziela, 20 maja 2012

    Mythos

    Browar Mythos jest drugim co do wielkości browarem w Grecji oraz, od 2008 r., członkiem grupy Carlsberg. Zakłady produkcyjne zlokalizowane są w Thessalonikach i stąd właśnie wychodzą takie piwa browaru, jak Mythos, Kaiser, Kaiser Double Malt oraz Henninger. Firma importuje i dystrybuuje w obrębie kraju międzynarodowe marki piwne, jak duński Carlsberg, meksykańska Corona Extra, irlandzki Guinness itd.

    Mythos jest prawdziwym greckim piwem, którego stworzenie wiąże się z rokiem 1997. Przez lata receptura piwa ulegała doskonaleniu poprzez współpracę Głównego Greckiego Piwowara Browaru Mythos z najlepszymi europejskimi szkołami piwowarskimi, jak niemiecka, irlandzka, duńska, czy francuska. W 2001 roku Mythos otrzymał złoty medal w kanadyjskim "2001 Interbeer International Beer and Whiskey Competition". W 2008 roku piwo zostało zauważone ponownie przez somelierów Międzynarodowego Instytutu Smaku i Jakości (ang. iTQi) zagarniając nagrodę "Superior Taste Award". Dzięki wielu odznaczeniom potwierdzającym jakość i wyjątkowy smak Mythos jest jedynym greckim piwem eksportowanym aż do ok. 30 krajów, takich jak USA, Kanada, Australia, Japonia oraz wiele krajów Europy.



    Fakty:

    • 5% alkoholu, b.d. dot. ekstraktu
    • Gatunek: Euro Pale Lager
    • Producent: Mythos Brewery (Grecja) należący do grupy Carlsberg

    Z zewnątrz:

    Pite przez nas piwo zamknięto w zielono - złotej puszce z dużym, podkreślonym napisem Mythos. Producent reklamuje je, jako najlepsze na świecie greckie piwo. Niepozorne dwa złote koła u dołu puszki symbolizują zdobyte w świecie piwnym medale, opisane w części "od zewnątrz". Pojawia się tu także motyw jednorożca. Skąd wziął się on na opakowaniu greckiego piwa, skoro to fantastyczne stworzenie nie występuje w greckiej mitologii? Może dlatego, iż narodowi pisarze zajmujący się historią naturalną byli przekonani o jego istnieniu? A może ponieważ w naszych umysłach stwór ten kojarzy się tylko i wyłącznie z mitologią, co więcej tą, oddającą dzieje Grecji, mimo, że jest to fikcją? Wiara to subiektywny odbiór świata, jeśli chcemy, żeby coś wydawało się prawdziwe, to nosimy to we własnych sercach i ufamy temu bezspornie. Codzienne życie chciałoby się urozmaicić mistycyzmem, czymś niedoścignionym, idealnym - czy tym właśnie jest wykreowany wzór jednorożca? A może to prawda i żyje gdzieś w głębokich lasach Grecji i czeka na jego odkrycie? Odkryjmy go więc w każdym łyku piwa Mythos, pochodzącym od greckiego słowa μύθος oznaczającego... mit.



    Od środka:

    Marian
    Monia
    Oj, jak ja dawno nie opisywałem piwa pitego z puszki. Już zapomniałem, że jej otwieraniu towarzyszą kompletnie inne emocje niż w przypadku butelki – przede wszystkim człowiek nie martwi się, żeby nie uszkodzić kapsla. Ale z drugiej strony mam jakąś taką awersję do piw puszkowych – pomimo tego, że sam przecież pisałem, że niezależnie od opakowania piwo smakuje tak samo. Ale do rzeczy – ostatnio mam chyba pecha, bo ten browarek również jest pozbawiony piany. Jak zwykle można to zrzucić na karb olbrzymiej ilości kilometrów, które musiał przebyć, aby do mnie dotrzeć. Mythos jest koloru jasnozłotego, może nieco mętnawego. W zapachu brakuje dominującej nuty – jest tu trochę słodu, trochę jabłek, ale też trochę zapachu kapusty i skunksa. Obojętność zapachu odbija się niestety również w smaku – piwo jest nijakie i wodniste – jednym słowem koncernowe.
    W zapachu piwa wyczuwam silne aromaty zbożowe, prawdopodobnie jest to pszenica. Umiarkowanie żółty kolor przenikają liczne bąbelki, które podczas wzniecania piany szybko uciekają w górę. Piwo jest mocno gazowane, lecz delikatne w smaku. Bardzo mała, niewyczuwalna wręcz ilość goryczki, sprawia, że tylko lekki smak chmielu przypomina o degustacji browara, który jest kwaskowy, lecz w niewielkim stopniu. Nie wyczuwam żadnych dodatkowych walorów smakowych.


    Podsumowanie:


    Marian
    Monia
    Gdyby ktoś zawiązał mi oczy i podstawił w jednym kufelku Mythosa, a w drugim Heinekena, lub Carlsberga to miałbym bardzo duży problem z odróżnieniem obu browarków. Jak dla mnie opisywane piwko za bardzo cechuje wodnistość i obojętność. Mythos z dużą dozą prawdopodobieństwa nie zapadnie mi w pamięć, chociaż mimo to nie ukrywam, że cieszę się, że miałem okazję skosztować piwerka z Półwyspu Bałkańskiego – tam jeszcze moje piwne macki nie sięgały. Wracając do samego trunku – słabe 2 kufelki.
    Dla mnie jest to piwo słabe jakościowo, bardzo delikatne, ale o charakterystycznym smaku. Przypuszczalnie  może być dobrym trunkiem orzeźwiającym podczas greckich upałów. Dla mnie jest ono jednak mało wyraziste i zbyt gazowane. Podoba mi się natomiast etykieta puszki - nazwa piwa otoczona wieńcem lauru zwieńczonym jednorożcem. Czyżby piwo dla zwycięzców?








    Mythosa dostaliśmy w prezencie od Piotrka, który w Helladzie spędzał swoje wakacje. Piotrku - wielkie, wielkie dzięki! Z tak dalekiego południa, chyba jeszcze nie browarka nie próbowaliśmy!

    poniedziałek, 14 maja 2012

    Kumburák - i o zasadach Beer Ponga słów kilka!

    Ostatnio na fejsbukowej stronie Piwo pojawił się odnośnik do przeciekawej dyscypliny sportowej, a mianowicie Beer Pong-a! Postanowiłem, że najbliższe kilka postów poświęcę na zgłębienie owej gry. A nuż kogoś zainspiruję do wspólnej piwnej potyczki!
    Dzisiaj postanowiłem zacząć od zasad (wszak bez nich ciężko by było grać) - chociaż czuję, że po kilku kwadransach rozgrywki zasady stracą nieco na znaczeniu :)


    No to start! Beer Pong, również znany jako Beirut, jest grą w której gracze rzucają piłeczką ping-pongową przez stół tak, aby trafić do kubka z piwem, który znajduje się po drugiej stronie stołu. W grze zazwyczaj biorą udział dwie drużyny, składające się z 2 do 4 graczy. Kubki ustawia się w przeróżnych konfiguracjach, ale zazwyczaj jest to trójkąt, składający się z 6, lub 10 kubków. Każda z drużyn stara się wrzucić piłeczkę do kubka przeciwnika. Jeśli się jej to uda, to drużyna przeciwna musi wypić zawartość "ustrzelonego" pojemnika, który następnie jest zdejmowany z placu gry, lub ustawiany ponownie. Przy drugiej opcji, jeżeli drużyna trafi do pustego kubka przeciwnika - musi wypić zawartość jednego ze swoich naczynek. Może go również strącić - wtedy jest na stałe usuwany z gry. Wygrywa drużyna, która jako pierwsza pozbędzie się wszystkich kubków przeciwnika.
    Brzmi ciekawie? Mi się bardzo podoba!


    Fakty:

    • 5.3% alkoholu, 12% ekstraktu
    • czeski browar Nová Paka
    • jasny lager
    • nazwa nawiązuje do oddalonych o 6km od browaru ruin zamku Kumburk

    Z zewnątrz:

    Kumburák jest rozlewany do smukłych, brązowych butelek z tylko dwoma etykietami (główną i krawatką). Zaczynając od krawatki (bo tam mniej do opisania) - tam znajduje się tylko nazwa piwa i pseudo-medal z datą 1872 - rokiem w którym browar Nová Paka po przebudowie wypuścił pierwszą partię piwa. Na etykiecie głównej znajdziemy kolejne pseudo-medale, ale tym razem bez żadnych dat. Do tego wybita na samym środku data ważności i coś ciekawego - objętość piwa (0.5l), ale z dopiskiem -15ml... Nie bardzo wiem jak mogę to sobie wytłumaczyć. Poza tym prawie standardowo - producent, skład, "podawajcie schłodzone"... Prawie, bo na etykiecie znajdziemy również informację, że w piwie znajduje się antyoksydant E300... A fuj!


    Od środka:

    Po otwarciu Kumburáka i przelaniu go do kufelka da się wyczuć średnio-intensywny zapach chmielu i słodu, jednak z każdym kolejnym łykiem zapachy te zanikają. Podobnie sprawa ma się w smaku - pierwsze łyki są przyjemnie gorzkie, by z czasem coraz bardziej się "spłaszczać", zyskując przy tym nieco metalicznego posmaku. Piwo jest w kolorze złocistym z raczej maławym nasyceniem CO2. To co zasługuje na szczególną uwagę to piana. Bardzo gęsta, biała czapa przez długi czas utrzymuje się na piwie, pomimo że wspierana niedużą ilością bąbelków.


    Podsumowanie:

    Kumburák jest piwem dość prostym do opisania, bo ani w smaku, ani w zapachu nie znajdziemy tu nic złożonego, czy zapadającego w pamięć. Piwo z prawie-płaskiego z czasem zniża się na zero absolutne, pikając jedynie przy dolewkach dzięki gęstej pianie. Ale niestety - nawet ten biały kubraczek nie jest w stanie przeważyć szali ze słabego na chociażby poprawne. Dla mnie Kumburák to browarek kompletnie nie zapadający w pamięć. Co więcej - chciałbym o nim szybko zapomnieć. 3 kufelki (z czego 2 za pianę).