Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezent. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezent. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 stycznia 2013

მთიელი Mtieli - prosto z Gruzji :)

Jakiś czas temu para moich znajomych - Monia (którą każdy bywalec Jasnego Pełnego zna już bardzo dobrze) i Jacek (którego serdecznie i oficjalnie zapraszam do wykorzystania swojego ciętego języka na moim blogu) byli w Gruzji. Jakieś 2500 km stąd zwiedzali malownicze miasteczka, hasali po górskich szlakach i zajadali się gruzińskimi specjałami. Na szczęście znaleźli też nieco czasu na degustację tamtejszych złocistych trunków, a co jeszcze przyjemniejsze - na to, aby zakupić jedną butelkę gruzińskiego "specjału" i przytaszczenie jej do Polski, aby na zawsze zawisła na stronach Jasnego Pełnego. Dziękuję Wam za to! Monia na moją prośbę skrobnęła co nieco na temat naszego dzisiejszego bohatera, jak i całościowego, gruzińskiego, piwnego świata. Zapraszam Was serdecznie do czytanki!



Nazwa: მთიელი - tłum. „góra”

Ten gruziński trunek wszedł na rynek piwny tego niewielkiego kraju Zakaukazia w oparciu o tradycyjne receptury, dzięki czemu wyróżnia się silnym, bogatym smakiem oraz łagodną goryczką. Odróżniać to ma go od innych i tworzyć specyficzny charakter tego piwa z gór. Mtieli to początek prawdziwej, gruzińskiej, przemysłowej produkcji piwa.

Niestety ze względu na skąpość informacji na temat Mtieli rozpiszę się nieco na temat gruzińskiego piwa w ogóle. Mało kto spodziewa się usłyszeć o rozbudowanym rynku piwnym Gruzji. A jednak – działa tam wiele browarów, które warzą przeróżne gatunki piw, od jasnych, przez ciemne i pszeniczne, na marcowych kończąc. Powszechnie znane są dwie duże firmy: Zedazeni oraz Natakhtari.

Natakhtari jest browarem młodym, bo założonym zaledwie w 1991r. nieopodal stolicy, Tbilisi. Lokalizacja nie została wybrana przypadkowo, największy wpływ na nią miało czyste, naturalne otoczenie, bliskość stolicy oraz przede wszystkim unikalna źródlana woda Natakhtari. W 2008r. browarem zainteresowała się grupa EBI* (Efes Breweries International) nabywając jego udziały w całości. Natakhtari prężnie rozwija się zajmując obecnie ponad 65% rynku piwnego Gruzji. Firma oferuje 6 marek piwa: Natakhtari, Karva, Mtieli, Kaizer, Efes i Miller i 2 sub marki: Natakhtari Kasris i Natakhtari Extra oraz 7 rodzajów napoi, niezmiernie popularnych wśród Polaków lemoniad (w tym estragonowej), które są eksportowane również do Polski.

Okazuje się, że w Gruzji działa także rynek browarów regionalnych i restauracyjnych. I tak znajdziemy np. browar Taglaura na obrzeżach Tbilisi, gdzie obok tradycyjnych (a zarazem wybitnie przepysznych) pierożków chinkali wypijemy uwarzone na miejscu piwo. W stolicy natknąć się można na kolejne dwa browary restauracyjne: Bavarian Brauhaus oraz Mirzaani Brewery. Warto wspomnieć również o Tower Brewery z Batumi, gdzie browar restauracyjny powstał na jednej z plaż tego czarnomorskiego kurortu. Regionalnych warzelni również nie brakuje: Ozurgeti Pivozavod, Batumi Pivozavod (ze znanym na wybrzeżu piwem Batumuri), Pivozavod AIA w Kutaisi (proszący się niestety o modernizację). Na uwagę zasługują też browary przemysłowe, jak JSC Kazbegi na przedmieściach Rustavi, czy Castel Sakartvelo z Tbilisi. To jedynie przykłady tego, co Gruzja zaoferować może smakoszom piwa, niewielkie lokalne browary i piwo warzone w knajpkach pozostaje wciąż do odkrycia…

*ta turecka spółka składa się dziś z 16 browarów w Turcji, Rosji, Kazachstanie, Mołdawii, Gruzji i Serbii; najbardziej popularny produkt EBI to holenderskie piwo Efes Pilsner
Reklama Mtieli (jeden z bardzo nielicznych materiałów, które udało się znaleźć na temat tego piwa)


Fakty:

  • 5% alkoholu, 12% ekstraktu
  • Gatunek: lager
  • Producent: Natakhtari Brewery (chociaż na ich stronie nie znajdziecie o tym wzmianki)

  • Z zewnątrz:

    Powiem Wam uczciwie, że przez chwilę przez moją głowę przebiegła szalona myśl - może by przeklepać gruzińskie szlaczki do google translate, żeby wiedzieć co autor miał na myśli? Jednak już po przepisaniu samej nazwy მთიელი, zrozumiałem że tej myśli trzeba się jak najszybciej stamtąd pozbyć. Tym razem, moi drodzy, muszą wystarczyć Wam tylko zdjęcia :)


    Od środka:

    Piwo przykrywa się grubą, drobno-pęcherzykową pianą, która nawet nie myśli o tym, żeby dopuścić nas do piwa właściwego. Opadając i po każdym łyku pozostawia na szklance mało wyraźne pierścienie. W ciemnozłotym płynie znajdziemy maluteńkie, pojedyncze bąbelki gazu. Zapach niestety nie zwiastuje nic dobrego - skunksikowi bardzo upodobała się zielona butelka i najprawdopodobniej zbyt długa ekspozycja na promienie słoneczne. Smak jest przez to również trochę zniekształcony. Co prawda znajdziemy tu delikatną goryczkę, ale to wszystko jest takie trochę mętne i "spocone". A im dalej w butelkę - tym piwo jest coraz bardziej nijakie i pozbawione jakichkolwiek walorów smakowych.

    Podsumowanie:

    Najmocniejszym punktem tego piwa jest niezaprzeczalnie piana. Gęsta, gruba pierzyna jest tym, na czym można zawiesić oko. Niestety, ale im bliżej nosa i ust, tym jest gorzej. Po drugą butelkę bym nie sięgnął i nikomu bym jej nie polecił, chociaż oglądając na zdjęciach Moni i Jacka niesamowite, gruzińskie widoki jestem w stanie w to uwierzyć, że na wycieczce w tak przepięknych górach, nawet takie cuś może smakować. Kufelków między 2, a 3 z tendencją na tróję. Za pianę.

    Moniu i Jacku - BARDZO Wam dziękuję, że pomyśleliście o mnie na swojej podróży przedślubnej. Jest mi niesamowicie miło, że chciało Wam się specjalnie dla mnie targać przez pewnie ponad 2000 kilometrów, i nie wiadomo ile lotnisk i dworców, tą butelkę. Nie miejcie do mnie żalu za niską ocenę. W ramach rekompensaty - zapraszam na degustację mojej pierwszej "Marianowej pIPY" i "Białego Marianka" :)






    niedziela, 6 stycznia 2013

    Książęce Korzenne Aromatyczne

    Kolejnym świątecznym prezentem, który dostałem jakoś w podobnym czasie co Tarnowskie, ale tym razem od Kompanii Piwowarskiej, było Książęce Korzenne. Do piwa dołączona była kartka z życzeniami podpisanymi przez Marlenę - organizatorkę Akademii Pilsner Urquell, o której mogliście niedawno u mnie przeczytać. Na tymże evencie - ktoś (chyba właśnie Marlena) zapowiedziała, że Książęce po swoim Złotym Pszenicznym, Ciemnym Łagodnym i Czerwonym Lagerze, wprowadza na rynek kolejne piwo, tym razem zimowe - Książęce Korzenne Aromatyczne. Bardzo mnie to ucieszyło, bo nadal uważam, że ciężko u nas znaleźć coś piwnego, stojącego w godnej ofensywie do dobrego grzanego wina (szczególnie po moich ostatnich przygodach z Tatrą Grzaniec, które zdecydowanie odrzuciły mnie od podgrzewania piwa). Odebrawszy przesyłkę od razu zabrałem się za jej rozpakowywanie, co przysporzyło mi nie lada niespodzianek. Widać, że ktoś mocno zastanowił się w jaki sposób zapakować Korzenne, żeby z jednej strony było to atrakcyjne, a z drugiej przekazało jak najwięcej informacji osobom, które ich szukają - mam nadzieję, że udało mi się to dostatecznie uchwycić na poniższych zdjęciach. Za opakowanie - duży plus! Szkoda, że w sklepach pewnie będzie goła butelka, bez całej tej otoczki...


    Fakty:

  • 13.5% ekstraktu, 5% alkoholu
  • Producent: Kompania Piwowarska w Browarze Książęcym w Tychach
  • Gatunek: piwo świąteczne (chyba - poprawcie mnie jeśli strzeliłem gafę)

  • Z zewnątrz:

    Butelka Korzennego Aromatycznego jest identyczna jak przy Czerwonym Lagerze, jak i przy całej Kolekcji Specjalności od Książęcego browaru w Tychach. Różni się tło etykiety głównej - znajduje się tu sielankowy obraz składników do grzańca - miód, cynamon, goździki i cytryna. Całość jest "przekreślona" czerwoną wstążką z napisem "Edycja limitowana". Na krawatce najciekawszy jest dość bogaty skład - dwa słody jęczmienne (pilzneński i karmelowy), miód lipowy, chmiel goryczkowy i aromatyczny, sporo przypraw: skórka pomarańczowa, goździki, cynamon, kolendra i imbir. Kontretykieta to głównie ten sam skład, ale ubrany w bardziej marketingowe zdania. Poza tym informacja o tym, że Korzenne nadaje się na zimę, a najlepiej w formie grzańca (stestujemy tą tezę!).


    Od środka:

    NA ZIMNO:"Gdzie moja piana?!" - chciałoby się zakrzyknąć już w niecałą minutę po przelaniu piwa do szklanki. Nawet nie udało mi się dołożyć kapsla, o którym zapomniałem przy pierwszym zdjęciu, a warstwa piany zaginęła - minus. W szklance - ciemnozłota posucha, ani jednego bąbelka gazu... W zapachu dominująca słodycz, z nutami imbiru, goździków, cynamonu i bardzo delikatnej kolendry. Wspomnianych w składzie aromatów skórki pomarańczowej, czy miodu lipowego, nie udało mi się wyczuć. W smaku przyjemna niespodzianka - spodziewałem się czegoś tak słodkiego, na co wskazywałby zapach. A tu jednak nie - miła, krótkotrwała goryczka staje w fajnie zbalansowanej opozycji do słodkości. Całość komponuje się bardzo przyjemnie i jest zdecydowanie pijalna. Czas na mikrofalę! Oby podgrzanie piwa nie przywiodło znowu syndromu Tatry Grzaniec i oby reszta Korzennego nie poleciała do zlewu.

    MIKROFALA: Zapach po podgrzaniu stracił całą słodkość, bardzo uwydatnił się aromat goździków i cynamonu - stał się podobny do grzańca winnego. Pierwszy łyk wyraźnie mi uświadomił, że jednak z grzaniem piwa jest coś nie tak. Z pełnego bukietu dobrze współgrających ze sobą przypraw i dodatków nie zostało nic. Wygląd też nie uległ zmianie - brak piany i gazu. Korzenne zrobiło się kwaskowate i smakuje jak herbata z dużą dawką cytryny. Początkowa pijalność zmieniła się w mały koszmarek, skutecznie zniechęcający do kolejnych łyków. W ramach eksperymentu uznałem, że może to wina tej mikrofali, więc resztę piwa, która mi została przelałem do szklanki i postawiłem na piecu z nadzieją, że jak za sprawą czarodziejskiej różdżki, Korzenne z powrotem będzie mi smakować.

    PIEC: To samo - piwo jest kwaśne i nie da się go dopić do końca - zlew. Na szczęście zostało mi jeszcze trochę chłodnego w butelce.

    Podsumowanie:

    Trudno podsumować Książęce Korzenne, bo z jednej strony mamy naprawdę przyjemne, smaczne i ciekawe piwo. Z drugiej zaś, jeżeli zastosujemy się do etykiety mówiącej "Doskonałe również jako grzaniec", trunek całkowicie traci swój urok. Z dobrze zbalansowanej goryczki i słodkości, wynikających z różnorakich grzańcowych przypraw, dostajemy kwaśny płyn, który nie nadaje się do picia. Zaczynając butelkę, całkiem poważnie wahałem się między 7, a 8 kufelkami. Ba! - gdzieś z tyłu głowy majaczyła mi nawet rekomendacja, bo Korzenne jest naprawdę ciekawą propozycją na zimowe wieczory. Jednak podgrzanie tego piwa to błąd taki sam jak przy Tatrze Grzaniec - zaklinam Was, jeśli będziecie chcieli go popełnić, to nie na całej butelce. Odlejcie sobie szklankę i spróbujcie. W ten sposób zaoszczędzicie chociaż resztę tego co Wam zostanie w butelce. Chcąc, nie chcąc - jeżeli na opakowaniu mówią mi, że piwo będzie świetne po zagrzaniu, a takie nie jest - muszę ciachnąć po ocenie. 6 kufelków i to tylko dlatego, że wersja "na zimno" jest bardziej niż OK!



    środa, 26 grudnia 2012

    Tarnowskie, od samego Al Capone

    Tarnowskie, czy cementowe buty - wybór należy do Ciebie!

    Jakiś czas temu, jeszcze na ładnych kilka tygodni przed świętami zostałem poproszony o poddanie ocenie i wpisowi piwa, które zostało uwarzone specjalnie dla sieci sklepów Al Capone z Tarnowa. Przestraszony nieco nazwą sklepów :) grzecznie zapytałem co mam zrobić, jeśli opinia będzie niepochlebna. Na szczęście zostałem uspokojony, że w najgorszym wypadku mój blog zostanie zdjęty z sieci - widać dzisiejsza mafia albo jest bardziej życzliwa dla swoich petentów, albo cierpi na niedobór cementu :). Jakoś przed samymi świętami do moich drzwi zapukał kurier z butelką piwa Tarnowskiego, owiniętego w plakat (teraz nie pamiętam już czego) i koszulkę firmową ze sklepu Al Capone. Koszulka w rozmiarze XXL, więc podaruję Wam mój widok w tunice i skupię się na drugiej, płynnej części prezentu. Bądź co bądź, zapraszam do lektury :).


    Fakty:

  • Gatunek: "prezentowy" lager, jasne pełne
  • 12% ekstraktu, 5.5% alkoholu
  • "Wyprodukowane na zlecenie Dionizos Radom (...), dla Al.Capone Specjaliści od alkoholu"
  • Cena w promocji na stronie - 2.99 zł
  • Pasteryzowane

  • Z zewnątrz:

    Tarnowskie zostało rozlane do standardowych, brązowych butelek, zwieńczonych prostym mętno-złotym kapslem bez żadnych nadruków. Etykiety są utrzymane w ładnej, szaro-czarnej, rycinowej kolorystyce. Na frontowej znajdziemy tarnowski Ratusz, razem z rokiem lokacji miasta - 1330. Jest tu też coś na kształt rozpołowionego herbu - lew z jakąś gwiazdką, ale nie udało mi się nigdzie znaleźć co to dokładnie jest - mam nadzieję, że prezentodawca po przeczytaniu tego wpisu, napisze nam w komentarzu czym owe lwy są. Krawatka jest mała i schludna - nazwa i kolejny ratusz. Na kontretykiecie płachta na Mariana - "klasycznie warzone, według tradycyjnej receptury"... Marketingowy bełkot, którego nienawidzę. Znajdziemy tu również informację o zwrotności butelki (trzeba za to dać duży plus!), skład (woda, słód jęczmienny, chmiel) i temperaturę, w której Tarnowskie czuje się najlepiej przy przechowywaniu (2-16 C).


    Od środka:

    Tarnowskie po przelaniu do kufla przykryło się piękną, grubą, białą pianą, trwałą na tyle, że udało się ją uwiecznić na zdjęciu. Złote piwo jest średnio wysycone gazem. W zapachu w pierwszej chwili zdominował przyjemny aromat chmielowy, potem pojawiły się nuty słodowe i kukurydziane (o tym za chwilę w podsumowaniu). Smak to przyjemny, i orzeźwiający lager, delikatna goryczka z wyraźnym posmakiem słodowym. Niestety, tutaj również pojawia się puszkowa kukurydza (i o tym też za chwilę). Generalnie - nawet przyjemne to do picia, nie wykręca i spokojnie można dopić butelkę do końca.

    Podsumowanie:

    Na wstępie, bardzo dziękuję Al Mikołajowi z Tarnowa za prezent. Zarówno za piwko, którego pewnie w Krakowie nie dostanę (Święty - proszę mnie skorygować w komentarzu, jeśli się mylę), jak i za koszulkę, która z racji swoich rozmiarów zostanie pewnie moją nową pidżamą. Wracając do piwa, pozwólcie że przez chwilę zwrócę się bezpośrednio do Al'a. W jednym z maili Al napisał że po "Tarnowskim cudów się nie spodziewa, ale jak na warunki naszego małego miasta myśli że jest ok" - i nie ukrywam, dla mnie to piwo jest ok, całkiem przyjemnie mi się go piło, ale to nie znaczy, że powinieneś zasiąść na laurach. Jeżeli udało się wprowadzić na rynek jedno dedykowane piwo, to może warto by zakasać rękawy, pozbyć się wad z Tarnowskiego i pomyśleć nad czymś kolejnym, jeszcze bardziej unikatowym? W końcu Tarnów nie jest aż tak małym miastem (114 tys. mieszkańców), w porównaniu z na przykład Białogardem (25 tys. mieszkańców), w którym za sprawą Piwomanów, piwna rewolucja nabiera wyraźnych kolorów. Jestem przekonany, że z potencjałem takiej sieci sklepów jaką macie, jesteście w stanie zajarzyć kolorowym punktem na mapie interesujących dla polskiego piwosza miejsc w kraju.

    Ale żeby nie było aż tak wazelinowo i żeby niniejszy post miał dodaną wartość dydaktyczną - obiecany przed chwilą fragment o zapachu i smaku kukurydzy z puszki. Otóż, aromaty takie, to nic innego jak związek chemiczny zwany dimetylosiarczkiem (w skrócie DMS). Trzeba mieć świadomość, że związek ten występuje w większości piw, ale ze względu na swój niski prób wyczuwalności (żeby wyczuć kukurydzę, wystarczy już około 150 cząsteczek DMSu na miliard cząsteczek piwa!). Im piwo jest bardziej aromatyczne, tym związek jest trudniej wyczuwalny. Lagery mają tą wadę, że nie dysponują arsenałem zapachów i smaków, stąd kukurydza jest tu najprostsza do znalezienia. DMS powstaje w trakcie gotowania brzeczki, ale zazwyczaj "ucieka" w formie pary. Jeżeli gotujemy brzeczkę pod przykryciem, lub zbyt długo chłodzimy nasze młode piwo, wartość DMSu będzie większa (podobno każda godzina "przetrzymywania" gorącej brzeczki zwiększa ilość DMSu o 30%).


    poniedziałek, 10 grudnia 2012

    NoName z browaru NoName vel. Żubr Ciemnozłoty

    Nieco ponad dwa tygodnie temu napisał do mnie pan z agencji reklamowej, chcąc wysłać mi piwo marki, z którą współpracują. Szybki rekonesans po internecie wykazał ową markę, jako jedną z wiodących, koncernowych marek w kraju. Nauczony nieco doświadczeniem Trybunała Niefiltrowanego, wyznaję zasadę że im większy browar, warzący piwo tym większy niepokój przed prezentem. Wziąłem się toteż na sposób i jak tylko dostaję pytanie o podanie swoich danych adresowych, od razu piszę, że chciałbym wiedzieć jakie są oczekiwania "darczyńcy" w stosunku do mnie. Czy chce, żeby piwo zostało opisane na blogu, ale licząc się z tym, że ocena ta będzie moja, subiektywna i możliwe, że krytyczna. Jeżeli ktoś poprosiłby mnie o przesłanie oceny na maila, nie umieszczając jej na blogu - pewnie bym tak zrobił. W końcu jest tak wiele piw do oceny, że brak jednego czy dwóch nie powinien dla nikogo stanowić problemu. Do tej pory nie spotkałem się jednak jeszcze z takim stwierdzeniem - widać, że wraz z wielkością browaru idzie chyba wiara w wybitne umiejętności piwowarów tam pracujących. Ciekawe jak na tym tle wypadnie nasz dzisiejszy bohater :) Może już nie ma co Was dłużej trzymać w niepewności - dzisiejszy wpis poświęcony będzie Żubrowi Ciemnozłotemu!


    Fakty:

  • Gatunek: Strong lager
  • Producent: Kompania Piwowarska
  • 15% ekstraktu, 6.9% alkoholu

  • Z zewnątrz:

    Trzeba przyznać, że butelka bez żadnych etykiet to raczej marna praca dla blogera, chcącego przekazać jak najwięcej informacji. Starając się uszanować fakt, że przesyłkę dostałem nieotagowaną - nie kupowałem kolejnej butelki Ciemnozłotego Żubra tylko po to żeby wiedzieć co znajdzie się tam na etykiecie (drugi powód jest taki, że dopiero po przetestowaniu tego piwa na tym egzemplarzu, zadecyduję czy dać szansę kolejnej butelce). Kapsel po zdrapaniu klejącego papierka - czarny z nazwą i 1768 rokiem.


    Od środka:

    Otwarcie butelki nie przyniosło żadnego syku. Dopiero po chwili w butelce coś się poruszyło i bąbelki gazu zaczęły wędrować ku szyjce. Chyba nieco za bardzo schłodziłem piwo - będę pamiętał, żeby przy tworzeniu opisu dać mu się minimalnie ogrzać. Po przelaniu do sniftera pojawiła się około centymetrowa, śnieżnobiała piana z nielicznymi większymi bąbelkami. Pierwsze co mi się z nią skojarzyło to wyciśnięcie gąbki pełnej płynu do mycia naczyń. Żubr nie przywitał mnie absolutnie żadnym zapachem. Wąchałem, wąchałem i nic. Dopiero po ogrzaniu i intensywnym zamieszaniu dało się wyczuć bardzo delikatne i niezdecydowane nuty słodowe. Kolor ładny, bursztynowy. Trzeba jednak przyznać, że smak był dla mnie rozczarowujący. Po Żubrze Ciemnozłotym spodziewałem się albo paloności, albo zdecydowanej goryczki. Nie znalazłem ani jednego, ani drugiego. Co więcej - gdy przeczytałem na stronie Żubra, że charakteryzuje się on "bogatym, wielowymiarowym, idealnie zbalansowanym smakiem, który spełni oczekiwania najbardziej wymagających piwoszy", albo "rozgrzewające, o ładnej bursztynowej barwie i wyczuwalnym aromacie chmielu, karmelu, toffi czy miodu" to zacząłem się zastanawiać czy na pewno piję to samo piwo... Na upartego znalazłbym tu mićku pićku karmelu, ale miód? wielowymiarowy smak? rozgrzewające piwo? Wolnego!


    Podsumowanie:

    No niestety - Żubr Ciemnozłoty nie wnosi nic nowego, ani interesującego na koncernową piwną scenę (już nie mówię o tej z browarów rzemieślniczych, czy regionalnych!). Coś co zostało zareklamowane jako egzemplarz wyróżniający się w stadzie (nie dalej jak dzisiaj widziałem reklamę z połyskującym zwierzakiem) w rzeczywistości trzyma stały, niski poziom starego trunku. Żubr, który miał się wyróżnić - pokazać pazur i "wielowymiarowy smak", w rzeczywistości hasa po łące w różowych stringach.
    Ostatnie słowo należy się tez samemu pomysłowi kampanii reklamowej. Według mnie rozesłanie nieotagowanej butelki piwa do blogosfery to strzał w dziesiątkę. Każdy z nas jest człowiekiem, mniej lub bardziej wychowanym na hejtowaniu koncernowych marek, więc możliwość pseudo-blind-tastingu nowego piwa, dawała szansę na nieco bardziej obiektywne spojrzenie na zawartość butelki. Piszę w czasie przeszłym, bo cała akcja była jednak nieco spóźniona. Przesyłki do blogerów poszły w momencie, kiedy już każdy piwosz amator wiedział o tym, że stajnia Żubra się rozszerzy. Reasumując - pomysł bardzo fajny, timing fatalny...
    Żeby nie zakończyć tego wpisu tak strasznie czarno - humorystyczny akcent ze strony o Białowieży: Warto sobie uświadomić, że to turysta wkracza w środowisko życia żubra! Dlatego mając to szczęście i obserwując ten uratowany od wymarcia gatunek, lepiej pozostać na dystans. W żadnym wypadku nie należy zakłócać spokoju tych potężnych ssaków.

    Długo nie mogłem się zdecydować jeśli chodzi o ocenę, bo wahałem się między 2, a 3. Szybka sonda przeprowadzona wśród ośmiorga moich znajomych powiedziała - zaniżyć (5), zawyżyć (2), "zrób jak uważasz" (1).